Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Każda gra ma znaczenie

Kto zagra w play-offach, a kto zaprzepaścił dziś wysiłek z całego splitu?

Być albo nie być (Schalke 04 - H2k)

Oba zespoły postawiły wiele na swoje dolne aleje. W ręce Upseta powędrowała niezwykle silna ostatnio Caitlyn, a Vander postanowił udowodnić swoim oponentom, że Mroczne Uwiązanie to jedna z najbardziej irytujących umiejętności w grze. H2k odpłaciło jednak pięknym za nadobne, wybierając pierwszą, oficjalną parę Riftu, której niesamowita synergia idealnie przeciwdziała umiejętnościom tych pierwszych. Na sentymentalny ruch postawili również środkowi obu składów, decydując się na Viktora i Oriannę, którzy choć niezwykle popularni w przeszłości, nie mieli okazji na zbyt wiele występów w tym sezonie.

H2k post game

Pride i jego Olaf miał być zapewne receptą na dominację wczesnej fazy gry. H2k było jednak zawsze przynajmniej o krok przed nim. Wiking zarzucił sieć na dole, oczekując na trafienie Vandera, ale to Polak ostatecznie stał się zwierzyną. Idealnie wykonana kombinacja duetu Sheriff i Promisq pokrzyżowała plany Schalke po raz pierwszy. Kolejne kilkanaście minut to zaś pokaz tego, co można zrobić z dobrze przemyślaną kompozycją. Umiejętność Orianny mogła zostać dostarczona przez niemal każdego członka zespołu, co skutecznie powstrzymywało zapędu ekipy Vandera. Jego Fala Uderzeniowa nie była jednak często nawet wymagana, bo niezwykłą robotę wykonywali Rakan i Gnar, ciągnąc do grobu członka Schalke praktycznie przy okazji każdej inicjacji.

H2k całkowicie kontrolowało mapę. Wieża za wieżą, smok za smokiem, w końcu również dwa Barony, których wzmocnienia udało im się idealnie wykorzystać, by jeszcze bardziej zwiększyć dystans do swych oponentów. Drużyna Selfiego nie była faworytem. Do spotkania wchodziła zresztą jako jeden z ostatnich składów tabeli, lecz na Rifcie ich gracze pokazali zupełnie inną twarz. Niczym spokojny, doświadczony mistrz, dali Schalke lekcję gry i pokory, kurczowo utrzymując się tym samym w strefie marzeń o fazie playoff. 

Pozbawieni witalności (Vitality - Splyce)

Vitality pozornie straciło kontrolę nad fazą banowania postaci. Thresh w końcu został wybrany dla Jactrolla, a Minitroupax zdołał wybrać dominującą w tej mecie Caitlyn. Poświęcenie tych banów spowodowało jednak, że Węże mogły skupić się na wykonywaniu zupełnie innego planu. Podobnie jak Schalke, choć przy użyciu innych narzędzi, skompletowali kompozycję opartą na inicjacji. Sejuani i Sion mieli stanowić pierwszą linię, a Taric i jego Kosmiczna Poświata powstrzymywać podrygi niedobitego przeciwnika. Fani polskiego wspierającego poczuli poważne obawy o powodzenie walk drużynowych jego składu. 

Jiizuke and Minitroupax

Pierwsze minuty świadczyły przede wszystkim o przewadze Minitroupaxa na dole. Jego Caitlyn skutecznie trzymała Jhina na dystans, raz za razem nękając go swymi strzałami i regularnie zwiększając różnicę w ilości zabitych stworów. Już w 8. minucie Vitality miało na swoim koncie pierwszą wieżę, a Kobbe tracił do swojego oponenta aż 30 stworów. Wynik dość niespodziewanie otworzył się jednak na górze i to na konto Splyce. Węże zacisnęły swój uścisk na szyi Cabocharda, a jego kolejne śmierci stały się fundamentem dla rosnącej kontroli nad mapą. Przewaga była jednak bardzo pozorna, bo pomimo większej ilości zabójstw i okropnych błędów po stronie Vitality, obie drużyny trzymały się bardzo blisko pod kątem ilości zgromadzonego złota. 

W kluczowych momentach różnicę robił jednak niesamowity Minitroupax i Caitlyn, której oddanie właśnie niemu, będzie się prawdopodobnie śnić Splyce po nocach. Portugalski Snajper znajdował się zawsze tam, gdzie trzeba było i brał sprawy w swoje ręce, kiedy tylko mógł. Wisienką na torcie, jakim bez wątpienia był ten mecz, okazała się ostatnia, zabójcza sekwencja Vitality. Złapany na bocie Odoamne otworzył przeciwnikom drogę do podjęcia walki przy Baronie. Choć pierwotnie to Splyce miało tam przewagę liczebną i to na ich konto wpadło wzmocnienie, to właśnie Vitality wygrało sobie tam całe spotkanie. Błysk Minitroupaxa za ścianę wprost w grupę 3 wrogów był perfekcyjnym zwieńczeniem niesamowitego występu, jakim uraczył nas ten utalentowany debiutant. Tym samym Vitality zapewniło sobie udział w play-offach, a do kolejnego spotkania z G2 podejdzie nie z obawą o swoją przyszłość, a z ambicją i chęcią wyrwania dla siebie 2. miejsca w splicie. 

 Jednorożce nie istnieją (Unicorns of Love - G2)

Nauczone doświadczeniem swoich poprzedników, Unicorns zdecydowało się wykluczyć Hjarnanowi Caitlyn, stawiając jednocześnie na duet Xayah-Rakan, by przejąć kontrolę nad dołem. W odpowiedzi spotkali się jednak z bezpieczną, defensywną kompozycją G2. Jankos postawił na znaną i lubianą Sejuani, Perkz na zyskującą na populatności Taliyahę, a ich dół na wspieranego przez Brauma, powracającego do mety Ezreala. Już na pierwszy rzut oka widać było, że oba składy są w zupełnie innym miejscu — mentalnie i w tabeli.

hjarnan

Jednorożce ukłuły swym rogiem po raz pierwszy już w 3. minucie. Kleszcze, którymi okazali się Galio i Zac, zacisnęły się na Perkzie zbyt mocno, by ten mógł wyjść z tego ganku cało. UoL walczące o swoje przetrwanie nie odpuszczało jednak tempa i starało się o drobne zwycięstwa na każdym kroku. Pierwsza wieża, smoki, krew. Różowi odhaczali kolejne cele na swojej liście, a G2 cierpliwie i metodycznie uciekało się do trzymania gardy i skalowania swojego zespołu. Zupełnie jak Vitality, choć ci podczas swojej gry nigdy nie pozwolili sobie na taką stratę. Najbardziej bolało oglądanie Perkza, niegdyś jednego z najlepszych graczy EU LCS, dziś w jednym z poważniejszych dołków swej kariery. Jego 0/4/0 przez 25 minut nie mogło znaleźć uzasadnienia nawet gdyby założyć, że G2 nie zależało na dominacji w początkowej fazie gry.

Determinacja, doświadczenie, upór — trudno powiedzieć, co ostatecznie przyczyniło się do tej sytuacji, ale G2 obróciło grę na swoją stronę. Skoordynowany atak na dolną aleję i jednoczesna walka o Barona wyszła im na dobre, bo dzięki wzmocnieniu i dalszym decyzjom udało im się nie tylko nadrobić stratę, ale również wyjść na niewielkie prowadzenie. Gra stała się wtedy jednak jeszcze bardziej zachowawacza. UoL, jakby przestraszone odpowiedzią ekipy Polaka, postawiło znacznie więcej na zasadzki i wyczekiwanie błędu swojego oponenta. Pasywne oczekiwanie rezultatu przeciwko kompozycji takiej jak ta wybrana przez G2, nie świadczy jednak dobrze o jakości ich decyzji. G2 pozostaje w walce o 2. lokatę i jutro czeka nas naprawdę niezwykły pojedynek Jankosa i Jactrolla.

Niezwykle ciekawa walka szykuje się też o ostatnie, szóste miejsce w play-offach. W tej chwili okupują je aż 4 drużyny z tym samym bilansem. W najbardziej komfortowej sytuacji wydaje się być H2K, którym wystarcza zwycięstwo z Roccat. Nawet jeśli swoją grę wygrają Misfits, to mają gorszy bezpośredni bilans od H2K, zaś przed czwartym konkurentem - Schalke - trudny bój z Fnatic. Ale wiosenny split pokazał już, jak potrafi być nieprzewidywalny - jedyne, czego możemy być pewni, to duże emocje.

Schalke 04 0:1 H2k
Misfits 0:1 Roccat
Vitality 1:0 Splyce
Fnatic 1:0 Giants
UoL 0:1 G2

Które ze spotkań podobało się wam najbardziej?
I kto wygra jutro walkę o drugie miejsce? Jactroll i Vitality, a może Jankos i G2?