Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Walka do samego końca

To był wieczór zaciskania kciuków i zębów. Tylko sześć miejsc w play-offach, a (teoretycznie!) dziesięć walczących o nie drużyn.

PRZEZ CIERNIE DO GWIAZD

Jak zostało powiedziane: każda gra ma znaczenie. Mecz H2k z Roccat był tego przykładem — jedna z drużyn miała szanse na piąte miejsce. W przypadku wygranej H2K, Roccat mógł jeszcze zająć szóste, ale gdyby było odwrotnie, H2k kończyło przygodę — byli więc dodatkowo zdeterminowani.

Przez pierwszą fazę banów przekradł się bardzo silny obecnie Swain, z czego skorzystało H2k wybierając go w pierwszej rotacji. Mocno przetrzebiona została za to pula dostępnych strzelców, więc Roccat postawił na Kog’Mawa, który pomógł wygrać niegdyś z G2. Do jego obrony dobrali Brauma, Skarnera, Siona oraz teoretycznie Anivię, która jednak sama musiała prześliznąć się przez wczesną fazę gry. H2k wiedziało, że aby dorwać stwora z Pustki, potrzebuje własnego stwora z Pustki. Selfie dostał więc Kassadina, po raz pierwszy. Ten czempion dawał też szansę przetrwania przeciwko Anivii. Tym samym jednak H2k zostawiało sobie niemal wszystkie asy na ostatnią fazę gry.

Roccat wykorzystał ten fakt. Memento krążył dookoła środkowej alei, pilnując, by Kassadin nie miał zbyta łatwego życia i zdobywając pierwszą krew w kontrganku. Profit zbudował wcześnie Sztandar Dowódcy — wzmocnione miniony kosztowały H2k pierwszą wieżę. Do 30. minuty zawodnicy Roccat wolno budowali przewagę: zdobyli po cichu barona, powiększali kolekcję smoków, byli na po mapie tam, gdzie akurat dało się zniszczyć wieżę.

Jednak w 30. minucie, gdy Memento superszybkim Skarnerem próbował wyciągnąć wroga z grupy, zastał na drodze lodową ścianę postawioną przez... Blanca. Błąd ich środkowego sprawił, że zaraz potem Roccat stracił barona, a H2k wygrzebało się z dołka. 

Jinx zabłysnęła w tej walce i od tej pory stawała się tylko mocniejsza, kryjąc się za potężną Sejuani, miotającym demoniczną magią Swainem i nękającym wrogów niczym wściekła osa Kassadinem. Sheriff zagrał bez pudła, w jednym ze starć o inhibitor zadając 10 tysięcy obrażeń — więcej niż obaj carry przeciwnika razem wzięci. Widać było zacięcie w najdłuższym tego dnia meczu, drużyny wymieniały się obiektami, ale przewaga i pewność siebie H2k wyraźnie rosły. W 47. minucie ściana Anivii znowu powstrzymała kolegę z drużyny, Siona. Ten błąd musiał ostatecznie podłamać morale Roccat — pozwolił H2k wymusić barona, obronić bazę i zamknąć grę 3 minuty później.

Zwycięstwo H2k pozbawiło szans na play-offy Misfits Gaming, Unicorns of Love i Giants. Choć mogły zrównać się punktami z wyprzedzającymi je drużynami, to w poprzednich meczach przegrały z nimi zbyt wiele razy. Zaś H2k zakończyło swój wyczerpujący, ale satysfakcjonujący maraton z ostatniego miejsca na piąte i do play-offów. Szokująca przemiana!

H2k

PRZYCZAJONY HJARNAN, UKRYTY CARRY

Przed meczem z Team Vitality szef G2 Esports, Ocelote, wspominał, że Hjarnan i Wadid odczuwają dużą presję, wynikającą z faktu, że uważani są za słabe ogniwo drużyny. Gdyby tylko wiedział, jak potoczy się spotkanie, dodałby: „Ale już niedługo”.

Znów nagroda była znaczna: zwycięzca stawał do walki o drugie miejsce i bye, czyli przepustkę bezpośrednio do półfinałów, przegrany spadał na czwarte. Stąd obie drużyny postanowiły pozbawić rywali ulubionych czempionów. Minitroupax nie miał szansy wybrać Caitlyn, Varusa, Xayah czy nawet Jinx. Została mu Ashe. 

G2 Wadid and Hjarnan

Po ostatnich... niepotrzebnie agresywnych zagraniach Perkz postanowił stanąć nieco z tyłu i pełnić rolę drużynowego tanka — zamienił zbanowanego tym razem Galio na Siona. Jankos jako Kha’Zix oraz Wunder jako Gankplank — bo po jego świetnym piątkowym meczu zbanowano Camille – ta para miała ponieść G2 do zwycięstwa. Nic dziwnego, że od początku piratowi starali się uprzykrzyć życie Cabochard jako Gnar, Gilius na dziku i Jiizuke ze swoim Ryze’em. Widząc, to G2 skierowało wysiłki na dół, by jak najbardziej nakarmić nienażartego Kog’Mawa. Okazuje się, że nawet grając tankiem, Perkz ma coś z asasyna: Niepowstrzymana Rzeź trafiała bez pudła, głównie w duet na bocie.

Podobnie jak w poprzednim meczu, czuć było, że toczy się o wysoką stawkę: nikt nie oddawał nic za darmo, zabójstwo za zabójstwo, wieża za wieżę. Instrukcji nie dostał tylko Jactroll, dawał się łapać samotnie — a ucztę miał głównie Kog’Maw. W walce o starszego smoka stwory z Pustki pokazały kły i pazury. Hjarnan wyeliminował najpierw leśnika, a potem środkowego. I choć Jiizuke zabrał ze sobą Jankosa, to śmierć Włocha przechyliła szalę. G2 dorwało smoka. Vitality próbowało odpowiedzieć baronem, ale tam przekonali się, że Kog’Maw z ośmioma zabójstwami, chroniony przez rozpędzone zombie z toporem, to niepowstrzymana siła.

Hjarnan zakończył mecz z dwunastoma zabójstwami i jednym tylko zgonem — dziś to on był carry G2. Zwycięstwo dało Samurajom zrównanie w punktacji ze Splyce i zagwarantowało widzom dogrywkę między oboma drużynami. Vitality zostało miejsce czwarte. 

FNATIC RZĄDZI I DZIELI

Choć Fnatic nie miał dziś nic do zyskania, ani do stracenia, zdecydował się zagrać zupełnie na serio. Na górną linię wrócił sOAZ. Dla FC Schalke 04 był to mecz o wszystko — wygrana z Fnatic zapewniłaby im tiebreaker z Roccat i szansę na wskoczenie do fazy play-off. 

Fnatic Rekkles

Znając siłę Capsa w zdobywaniu przewagi dla drużyny, Schalke pozbyło się Galio i Siona — bohaterów, którzy mogą szybko zabić swoje stwory, a potem za pomocą ulti pomóc bocznym alejom. Caps zdecydował się wywrzeć presję w bardziej klasyczny sposób i sięgnął po nieco zapomnianą, ale wzmocnioną w ostatnim patchu Zoe. W poprzednim meczu z Schalke odpowiadał za 50% obrażeń im zadanych, wyglądało na to, że i tym razem miał taki plan. Do tego bardzo mocny Swain dla sOAZa, ulubiona Tristana dla Rekklesa i dopełnienie klasycznymi tankami, którzy sprawdzali się przez cały sezon w ochronie swoich i łapaniu wrogów – Braumem i Sejuani. Ale i zawodnicy Schalke zdołali zdobyć czempionów, którymi radzili sobie dobrze: Kha’Ziksa dla Pride’a, co dawało nadzieję na presję we wczesnej fazie oraz Ezreal dla Upseta i Azir dla Nukeducka, którzy mieli zapewnić potężne obrażenia odpowiednio w środkowej i końcowej fazie.

Plany nieco pokrzyżował fakt, że na pomagającego na środku Vandera zaczaił się Broxah, co zaowocowało pierwszą krwią i wkrótce potem pierwszą wieżą na dolnej alei. Mocno utrudniło to Upsetowi spokojne zbieranie złota. Widząc słaby punkt, drużyna Rekklesa przycisnęła mocniej. Nie wiadomo, czy to presja, nerwy czy fakt, że Fnatic nie bez powodu okupuje pierwsze miejsce. Dolna aleja Schalke posypała się zupełnie. W 11. minucie czwórka zanurkowała pod drugą, a nawet trzecią wieżę, by zabić Vandera i Upseta, a potem było już tylko gorzej. 

Fnatic nie miał zamiaru pozwolić Schalke na spełnienie marzeń o późnej fazie gry, gdy niepokonany Maokai będzie chronił Azira i jego małą armię. Nie przeszkadzało im nawet, że sOAZ ginie już trzeci raz, gdy Schalke próbuje odzyskać cokolwiek. Ten gracz już dawno dał się poznać z tego, że ginąc i ściągając uwagę wrogów, zapewnia reszcie zespołu swobodę działania na mapie. W efekcie w 16. minucie sOAZ nie miał choćby cienia asysty na koncie, ale za to Rekkles miał trzy zabójstwa. Pride co prawda też, ale jednak im dalej w grę, tym bardziej oczywiste było, że to nafarmiona Tristana jest pewnym zwycięzcą. Nawet wyposażony w kilka przedmiotów Kha’Zix musi najpierw Dumną Kanonierkę złapać, a nie pozwalają na to Rakietowy Skok, Niszczący Strzał i nie odstępujący jej Braum. Fnaticowe komando pod przywództwem Rekklesa wyłapywało zagubionych zawodników Schalke i zdobyło przewagę 10 tysięcy złota oraz barona przed 25. minutą meczu. Chwilę potem zapukało do bazy Schalke, ostatecznie grzebiąc ich szanse i nadzieje na awans. Prawdziwymi zwycięzcą był Roccat, wygrana Fnatic dała mu szóste miejsce w tabeli. 

KREW DLA BOGA WOJNY

Wieczór zaczął się z tak wyrównaną sytuacją dla kilku drużyn, że tylko jedna dogrywka brzmiała jak herezja. Ale stawka w niej była niezwykle wysoka: drugie miejsce w tabeli, awans od razu do półfinałów i uniknięcie meczu z Fnatic — czyli tydzień spokoju na przygotowanie się. Obie drużyny były na fali. Splyce w pierwszej grze pewnie, zdecydowanie i błyskawicznie pokonało Giants. Xerxe jako olbrzymi blob rozpędził Vlada Odoamne i nie było jak go zatrzymać. Z G2 nie miało im jednak pójść tak łatwo. Choć Samuraje mieli swoje wzloty i upadki, to jednak ostatnio włożyli wiele pracy w to, by udowodnić, że nadal mają szansę zostać królami Europy. Po ich meczu z Vitality było jasne, że będzie krwawo.

Splyce sięgnęło po dopiero co sprawdzoną w boju Tristanę, a dla pewności zbanowali Kog’Mawa, którym Hjarnan wymiatał wcześniej. G2 wybrało mocne i komfortowe dla nich postacie — Camille, którą dzień wcześniej Wunder uratował mecz oraz niepowstrzymanego Olafa. Znów para carry miała być gwarantem sukcesu. Ale też pozbawiała G2 tanka, bo Sion czy Galio, którymi mógłby zagrać Perkz zostali zbanowani. Za to Xerxe dostał króla tanków — Zaca — ilekroć nim grał, wygrywał. Chwilę potem Splyce pozbyło się też Sivir, która miała zapewnić G2 czyszczenie fal stworów, dając czas Perkzowi z Azirem na osiągnięcie pełni potęgi. W odpowiedzi na niego przygotowali świetnie skalujących się Ryze’a i Vlada. Na dole zmierzyć się mieli Tristana z Braumem przeciwko Varusowi z Threshem i na papierze Splyce miało dużo lepszą kompozycję — potężne ganki we wczesnej fazie gry i skuteczni carry w późnej.

G2 Esports

Zaczęło się od powtórzenia taktyki Splyce z pierwszego meczu. Xerxe odwiedził górną aleję, zdobywając przewagę dla Odoamne. Jankos odpowiedział tym samym, kucharz Olaf zaserwował Vladowi Rangarok. Leśnicy nadawali ton wczesnej fazie meczu, gankując to na górze, to na dole, ale drużyny szły łeb w łeb. Smok dla Splyce, Herold dla G2, po wieży dla każdego. Wzajemne podgryzanie trwało jeszcze jakiś czas, gdzie pojawiał się Xerxe, tam był i Jankos. Czuło się, że pierwsza duża walka drużyn przeważy szalę.

Doszło do niej w 15. minucie, gdy wydawało się, że Splyce złapało Hjarnana, ale dzięki długiej latarni ratunkowej Thresha, to Nisqy wpadł w ręce G2. Iskra padła na beczkę prochu — w zaciętej walce w dżungli zginęło czterech graczy Splyce. Zabójstwa poszły na konto Azira i Perkz dobrze spożytkował zdobyte złoto. Po chwili czajenia się G2 wymusiło barona — Jankos nie dał go ukraść — a potem dokonało kolejnej rzezi Splyce. Środkowa faza gry była ich, wystarczyło nie odpuszczać.

Tak też zrobili, zwiększając przewagę w wieżach i zdobywając inhibitor. Czyszczenie fal przez Ryze’a i Tristanę mogło kupić Splyce dość czasu, by się odbić, więc G2 nie marnowało go zbyt wiele i jak tylko pojawił się kolejny Nashor, łatwo go zgarnęło. Splyce było zepchnięte do defensywy, G2 pchało wszystkie aleje metodą 1-3-1 i w końcu Węże wypowiedziały Samurajom walkę ostatniej szansy. I nawet wygrały, ale pod ciosami Azira i Camille padły wszystkie ich inhibitory. Dobijanie Splyce nie trwało już długo i kolejne natarcie przypieczętowało ich los. I choć na początku splitu wydawało się, że G2 może w ogóle do play-offów nie trafić, teraz skończyło z wysoko uniesioną głową na drugim miejscu. 

ZAKWALIFIKOWANI DO FAZY PLAY-OFF

  1. FNATIC — ​14-4
  2. G2 ESPORTS — ​12-7
  3. SPLYCE — ​11-8
  4. TEAM VITALITY — ​10-8
  5. H2K — ​8-10
  6. ROCCAT — ​8-10

Co dalej? Fnatic i G2 czekają już w półfinale na zwycięzców z par Vitality - H2k i Splyce - Roccat.

Jak podobał Wam się wiosenny split EU LCS? Która drużyna grała najlepiej i który zawodnik zrobił największe wrażenie? Dajcie znać w komentarzach!