Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Pozbądźmy się kompleksu wschodniej sceny

Z pucharem MSI na koncie i świetnie rozwijającym się środowiskiem e-sportowym, wciąż zdajemy się idealizować cudze wzorce. Czas to zmienić i docenić własne!

Skarby niedocenione

Spójrzmy prawdzie w oczy, roster G2 jest piekielnie silny. Mieliśmy podejrzenia co do działania i synergii wszystkich elementów składowych, ale odkąd ogłoszono transfer Capsa, wiedzieliśmy z grubsza, że ta ekipa zamiecie. Parę tygodni po starcie LEC wiedzieliśmy to już na pewno. Ekipa złożona przez ocelote’a stała się powiewem świeżości, oferując scenie pełen pakiet: gwiazdy i weteranów, świetnie wyuczone taktyki i szczyptę nieprzewidywalnego szaleństwa. G2 przejechało się po ligowej konkurencji i zostało zapamiętane jako wszechstronny twór o wielkim potencjale ulokowanym w wybitnych jednostkach. Mimo tego, mało komu przed startem MSI przeszłoby przez gardło stwierdzenie, że Samurajowie mogą sięgnąć po puchar. W power-rankingach zachodnich serwisów nasi reprezentanci wciąż zajmowali co najwyżej trzecie miejsca. Gracze, nawet tak wybitni jak Caps czy Perkz, którzy dali się przecież poznać ze świetnej strony w przeszłości, ustępowali miejsca wschodnim konkurentom. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że głęboko w naszych umysłach wciąż gnieździ się pewien kompleks. Fani, eksperci, dziennikarze, a nawet gracze, patrzą tęsknym wzrokiem na niedoścignione atrybuty sceny Dalekiego Wschodu i nie zauważają, że wiele z nich gromadzi im się tuż pod nosem.

g2

Azjatyccy oprawcy

Przekonanie o wyższości zespołów z Chin czy Korei nie wzięło się, rzecz jasna, znikąd, ale paradoksalnie — nie rozpoczęło się od ekipy z żadnego z tych krajów. Pierwszy sezon i Mistrzostwa Świata były niemal ekskluzywne dla ekip z naszej strony globu. Na turnieju pojawił się co prawda zespół z Singapuru, ale stawkę zdominowały drużyny z graczami z Europy i Stanów Zjednoczonych. Liga dopiero stawała się popularna, a na solidną i profesjonalną infrastrukturę turniejową musieli poczekać co najmniej do następnego roku. Na deskach szwedzkiej hali, w której odbywał się DreamHack, my — Europejczycy i Amerykanie, staliśmy się bohaterami. Ba, puchar pierwszego sezonu wygrał nawet Polak, ale z perspektywy rozwoju sceny w kolejnych latach, był to łabędzi śpiew.

O sile azjatyckich zawodników mieliśmy przekonać się dopiero w drugim sezonie, choć wiele tytułów w przeszłości już tę drogę przetarło. Gry strategiczne były zdominowane przez ultraszybkich Koreańczyków, a tuż za ich plecami czaili się coraz liczniejsi w rozgrywkach sieciowych Chińczycy. Kultura tych krajów bardzo sprzyjała rozwojowi scen e-sportowych i graniu jako takiemu. Już finał drugiego sezonu był świetnie obstawiony azjatyckim talentem i choć puchar zgarnęli ostatecznie Tajwańczycy, a nie reprezentanci wspomnianych wyżej krajów, był to pierwszy cios w mającą podupaść pewność siebie Zachodu.

faker

Nawet legendarne rostery Moscow 5 i CLG Europe nie zdołały przełamać silnej ręki nowych oprawców. W drugim sezonie jako region po raz pierwszy znaleźliśmy się na linach. Zafascynowani pierwotnym triumfem pomknęliśmy w stronę nowych wyzwań i zderzyliśmy się z bezlitosną ścianą. Cząstki wraku były zbierane przez kolejne iteracje Fnatic, Alliance, Origen, H2K i G2. Po drugiej stronie oceanu coraz lepiej przygotowywali się natomiast zawodnicy Teamu SoloMid, Cloud9 i CLG. Zachodnie potęgi zbroiły się i szczerzyły kły, ale zwyczajowo starczało co najwyżej na podium.

Wyniki ekip z Zachodu w kolejnych MŚ:

 

Najwyższe miejsce ekip z EU

Najwyższe miejsce ekip z NA

Region zwycięzcy

2011

1

3

Europa (Fnatic)

2012

3-4

5-8

Tajwan (Taipei Assasins)

2013

3-4

5-8

Korea (SKT T1)

2014

9-11

5-8

Korea (Samsung White)

2015

3-4

9-11

Korea (SKT T1)

2016

3-4

5-8

Korea (SKT T1)

2017

5-8

5-8

Korea (Samsung Galaxy)

2018

2

4

Chiny (Invictus Gaming)

2019

?

?

?

Widzicie zależność? Gdy ten sam schemat powtarza się rokrocznie przez 6-7 lat, trudno nie uwierzyć, że to prawda. Trudno nie uznać jednogłośnie wraz ze światem, że miejsce europejskich ekip jest poza tronem i że tak jak my gonimy Wschód, tak i Amerykanie podkradają nam najlepszych środkowych, by gonić nas.

Przełamanie impasu

Zeszły rok był wyjątkowy pod wieloma względami. Po raz pierwszy w historii Chińczycy zdobyli Mistrzostwo Świata. Po raz ostatni zobaczyliśmy dwie równoległe edycje LCS. Fakera posadzono na ławce, a jego SKT T1, trzykrotni mistrzowie świata, nie pojechali w tamtym sezonie ani na MŚ, ani na MSI. Pośród wszystkich tych historii, niespodzianek i niepowodzeń urodził się jednak koncept powracającej do sił Europy. W pewien pokrętny sposób duży wpływ miał na to Kikis i jego dołączenie do Vitality. Pszczółki, w które tchnął nowe życie, przekopały się przez konkurencję w lokalnej lidze, pojechały na arenę międzynarodową i dały całemu regionowi wielki, wręcz bezcenny prezent — nadzieję i wiarę w to, że niedoścignieni Koreańczycy są śmiertelnikami. Zaledwie trzecia ekipa Europy pojechała wtedy na wrogi grunt i stawiła czoła gospodarzom, w grupach sensacyjnie wygrywając dwukrotnie z Gen.G oraz raz z przyjezdnym Royal Never Give Up. Kikis, Jactroll i ich drużyna odpadli niestety z rywalizacji, ale na Rifcie pozostał ich duch walki. Echa ich bohaterskości oraz przede wszystkim odwagi było widać w akcjach podejmowanych następnie i przez Fnatic, i przez G2. Obie europejskie formacje trafiły w tamtym roku ostatecznie do pierwszej czwórki Mistrzostw, a Pomarańczowym zabrakło jednej serii gier, by finał rozstrzygnął się na ich korzyść.

fnatic

Cudze chwalicie...

Europejczycy kolektywnie już wtedy dali się znać Wschodowi, ale budowane przez lata przyzwyczajenia nie umierają tak łatwo. Caps rozegrał rewelacyjne splity, świetne Mistrzostwa, a później pokazał się też z najlepszej strony na All-Star. Mimo tego nie trafił do czołówki zestawień ekspertów. Na tegorocznym MSI TheShy czarował publikę szalonymi zagraniami, a tłumy krzyczały, gdy jako Akali szybował nad głowami zawodników G2. Młody Duńczyk miał jednak również takie momenty. Sięgał po życia swoich wrogów, gdy było to najbardziej potrzebne. Obracał losy beznadziejnie wyglądającego ganku na swoją korzyść i brał na barki odpowiedzialność, gdy rosło ryzyko. Na jego głowie nie spoczywa jeszcze potrójna korona, ale być może nadchodzi już ten czas. Być może warto zrewidować utarte w świadomości ideały i wrzucić jego talent nie pod, ale tuż obok legend takich jak Rookie czy Faker. Być może warto umieścić go nawet ponad nimi?

caps

To samo tyczy się całej jego drużyny: Wundera, który jest prawdziwą bestią, ale z jakiegoś powodu ludzie wciąż zaskakują się jego zdolnościami czy Jankosa, który rozegrał już chyba wszystkie otwarcia i wciąż jest świetny, ale międzynarodowo dość niedoceniony. Pewność siebie procentuje, czego idealnym przykładem jest dyspozycja G2 na MSI. Ocelote złożył roster po to, by pojechać na ten turniej i go wygrać. Wiarę tę zaszczepił również w drużynie oraz kadrze trenerskiej, a to przełożyło się na jakość gry, którą Samurajowie pokazali na Rifcie. Zawodnicy i sam właściciel organizacji mogli mieć wątpliwości do samego końca, ale w perspektywie turnieju nie ma to nawet znaczenia. Przekonanie i ciężka praca wystarczyły, by po raz pierwszy od 2011 roku sięgnąć, jako Europa, po międzynarodowe trofeum.

g2

Te same mechanizmy procentują na naszej polskiej scenie. Rodzime podwórko dostało kopa, odkąd w zeszłym roku na rynek weszła Ultraliga, a już niedługo, równolegle z kolejnym jej sezonem, zaczną się także potyczki w innych pucharach i turniejach. Nasi zawodnicy są rozchwytywani w największych ligach regionalnych, a także znajdują coraz lepsze warunki w lokalnych organizacjach. Profesjonalizuje się scena komentatorska, prezenterska, turniejowa, a przede wszystkim widzimy coraz lepsze zagrania naszych na Rifcie. Selfmade był bohaterem-debiutantem ostatniego splitu. Swoje pięć groszy dorzucili w pewnym momencie również Vander, Kikis czy Mystiques — o świetnej dyspozycji Jactrolla i Jankosa nawet nie wspominając.

vit

Niegdyś niedoścignione tempo rozwoju ze wschodu przyszło i do nas. Spóźniło się i zdążyło sprawić sporo przykrości przez lata, ale już tu jest. Ekipy z Korei i Chin są w zasięgu naszych europejskich czempionów. Kraje takie jak Hiszpania czy Niemcy czują na plecach oddech najlepszych graczy polskiego podwórka. Nie mamy powodów, by się wstydzić, a finał zeszłorocznych MŚ i tegoroczne MSI to tylko początek. Wracamy do gry!

Koniecznie śledźcie losy Jankosa i spółki w LEC już od 7 czerwca!

 

Uważacie, że Zachód dogania lub może dogonił już ekipy z Korei i Chin?
Myślicie, że G2 lub Fnatic mają szansę na Mistrzostwo Świata?
Co sądzicie o ostatniej formie ekip z EU i NA oraz o naszej polskiej scenie?

Dajcie znać w komentarzach poniżej!