Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Przemiana na wagę mistrzostwa

Invictus Gaming nie było nawet najlepszą ekipą swojej grupy, więc jak to się możliwe, że kilka tygodni później zostało najlepszą drużyną świata?

Ten rok należy do chińskich zespołów. Ekipy z LPL wygrały w tym sezonie wszystkie najważniejsze międzynarodowe eventy, w których brały udział. Nie Uzi i nie RNG stanęli jednak na podium, o którym marzą wszyscy. Nowym mistrzem świata jest Invictus Gaming, które miewało swoje problemy i upadało na przestrzeni turnieju pod ciosami Fnatic czy KT Rolster. Ostatecznie ich droga nie mogła być chyba jednak doskonalsza, bo finałowe rozstrzygnięcie nie pozostawiło żadnych wątpliwości, który z pretendentów zasłużył na koronę bardziej.

Zapewne niewielu z was wie, że iG to drużyna z potężną historią sięgającą wręcz zamierzchłych czasów, podczas których e-sport w Lidze stawiał swoje pierwsze kroki. Zabawnym faktem jest na przykład, że Invictus to drużyna starsza niż liga, w której udział zapewnił im przyjazd na Mistrzostwa. Pomimo lat zmagań, prób i wynikających wskutek nich błędów, nieszczęśliwie właśnie tych ostatnich było w świecie iG najwięcej. Całe sezony przyszło im szukać swojego miejsca i siły, która wybiłaby ich ponad poprzeczkę przekładaną coraz wyżej przez RNG, EDG czy nawet WE. Invictus z wielkim trudem pracowało na swoje i tak drobne sukcesy, podczas gdy ich ligowi rywale grzali się w blasku reflektorów. Na horyzoncie celów obecnych mistrzów od zawsze był jednak ten najważniejszy szczyt. Nie starczyłoby palców u obu rąk, by policzyć o jak wiele tytułów otarli się Rookie i spółka. Żaden z nich nie był im jednak potrzebny, by sięgnąć po złoto najwyższej próby.

ig

Inaczej niż poprzedni mistrzowie, inaczej niż ich rywale z LPL oraz inaczej niż Fnatic, z którymi przyszło im mierzyć się w finale. Invictus największą drogę przeszło podczas tych Mistrzostw. Możecie się nie zgodzić, ale gdy na Rifcie przelewała się pierwsza krew tego turnieju, Fnatic było drużyną pewniejszą i z lepszym pomysłem na siebie niż iG. Przyjechali do Korei, by zagrać swoje — by odmiennie niż Koreańczycy narzucić swój styl gry i zagrać wokół swoich największych zalet. Kiedy Invictus stanęło do walki, ich najpoważniejsze atuty były stłumione, ukryte lub… na ławce.

duke

Duke jest rzecz jasna wielkim zawodnikiem, obecnie już dwukrotnym mistrzem świata, ma olbrzymie doświadczenie i z pewnością wiele daje zespołowi. W najważniejszych momentach jednym z najbardziej kluczowych ogniw okazywał się jednak TheShy. Podczas całych Mistrzostw przyszło mu przegrać tylko 2 razy, przy czym w jednej z tych gier był dosłownie o krok, by własnoręcznie napisać historię wyeliminowania potężnego KT Rolster w stosunku 3:0.

Wraz z rozwojem rywalizacji dojrzewał jednak również profil jego stylu gry. W pierwszej grze turnieju pozwolił sobie na zakończenie gry z wynikiem 0/3, ale postarał się, by nigdy później podczas tych Mistrzostw się to nie powtórzyło. Zaledwie 18-letni górny przypomina nam trochę Bwipo, który również zastąpił w swej alei weterana i zrobił to bez absolutnie żadnych kompleksów. Koreańczyk nie tak dawno był jeszcze zbyt młody, by w ogóle brać udział w e-sportowych zmaganiach, a tylko podczas tych MŚ dojrzał do roli ostoi swojego zespołu. On i Rookie byli dla Invictus kluczowi w każdej grze i okolicznościach, a jego Jayce będzie śnił się fanom oraz zawodnikom G2 po nocach jeszcze przez długi czas.

Drugim młodzikiem, którego niesamowitą przemianę ujrzeliśmy podczas turnieju, był rzecz jasna JackeyLove. O zawodniku na lokalnej scenie chodziły słuchy już od bardzo wielu lat. Invictus miało go na swoim radarze jeszcze zanim zawodnik był w odpowiednim wieku, by móc wziąć udział w rozgrywkach. Od dawna nie oczekiwano bowiem debiutu tak bardzo, jak w przypadku tego młodziutkiego Chińczyka. Strzelec od razu wprowadził do drużyny nową jakość, ale zdarzało mu się nie radzić sobie w pełni z presją. W najważniejszych i najtrudniejszych rozgrywkach brakowało jego wpływu, bo choć zwykle nie bał się ryzyka, w tych istotnych momentach strach go paraliżował. Było to widać również na Mistrzostwach i przede wszystkim w grach z potencjalnie silniejszymi rywalami. Jackey nie dostarczył między innymi w dwóch starciach z Fnatic, a także złapał zadyszkę podczas serii na KT Rolster.

Pomimo wielkiego talentu, przez tego typu sytuacje JackeyLove był uważany przez długi czas za jeden z wrażliwych punktów drużyny. Świetnie obstawiona górna aleja i środek stanowiły ciężkie do sforsowania fortyfikacje, dlatego rywale szansy upatrywali przede wszystkim w szczelinie na dole mapy. Między innymi dlatego Fnatic miało szansę, by aż dwukrotnie pokonać iG we wczesnym etapie turnieju. Tego samego duet Rekkles i Hylissang oczekiwał zapewne również w finale. Tam jednak luka ta została już pomyślnie załatana. Jackey na pewno musiał czuć presję — ze względu na rangę rozgrywek czy choćby rywala, doświadczonego Szweda, który nie jednego wielkiego strzelca rozłożył na łopatki. Mimo tego dojrzał do roli, w jakiej widział go zespół. Gdy Ning kładł większy nacisk na górną i środkową aleję, botlane iG pozostawał pasywny i nie wdawał się w niepotrzebne walki. Fnatic chciało tego bardzo, co szczególnie widać było po pierwszej finałowej mapie, ale i Jackey, i BaoLan, pozostawali ponad to.

Ostatecznie jednak na największe brawa zasługuje drużyna jako całość, którą stała się podczas tego turnieju. Invictus jako organizacja istnieje dłużej niż LPL, a Rookie w pocie czoła pracował nad kondycją tego składu już od 2014 roku. iG nie byli również chłopcami do bicia w lidze, bo wielokrotnie pokazywali się w poprzednim sezonie lepiej nawet niż faworyzowane przez wszystkich RNG. Gdy weszli w ten turniej, byli kojarzeni raczej jako ciekawostka, którą zrodziło LPL. Wszystkie oczy zwrócone były na Uziego, a Invictus pracowało na swoje błędy oraz ich pozytywne konsekwencje, bo żadna z nauczek nie poszła w las.

W finale Chińczycy wiedzieli, że mają silniejszą górną aleję, dlatego tam przenieśli większość swoich działań. Ning wyszedł na wyżyny swoich możliwości, zdobywając jednocześnie MVP finału, bo raz, że umożliwili mu to świetnie grający TheShy oraz Rookie, a dwa dlatego, że Jackey trzymał się „scenariusza” i grał swoje.
Perfekcyjną reprezentacją świetnego zgrania tego zespołu jest zresztą to zagranie w kompozycji, która wymaga bezbłędnej komunikacji i zaufania.

Jedna z najlepszych drużyn świata, przynajmniej na papierze, została wysadzona dzięki synergii chińskiego weterana. LPL przez lata próbowało doścignąć Koreańczyków i gdy w końcu się to udało, mamy przed sobą perfekcyjny obraz tych przemian właśnie w postaci Invictus Gaming. Niech żyje król!