Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Przewrotny finisz — podsumowanie fazy grupowej MSI 2019

Pierwsze dni fazy grupowej rozpoczęły się miarowo i względnie przewidywalnie. To, co miało być spokojnym zamknięciem etapu, zamieniło się jednak w widowisko pełne skrajnych emocji — również dla fanów formacji z Europy.

Ekspercki dylemat dotyczący faworyta w pogoni za pucharem względnie szybko rozwiązało Invictus Gaming. Ich dominujące występy odbiły się echem w środowisku nie tylko ze względu na rezultaty, ale również styl, w jakim Chińczycy zdobywali kolejne punkty. Przedostatni dzień etapu rozpoczął się z grubsza tak samo. W rewanżowym spotkaniu pomiędzy G2 i IG ponownie górą byli mistrzowie świata — z tą różnicą, że Samurajowie bronili się nieco dłużej, a nawet całkiem skutecznie atakowali. Sprawiali też wrażenie nieco lepiej zorganizowanych szczególnie w środkowej i późnej fazie gry, choć wykres uzyskanego przez zespoły złota nie zostawił wątpliwości. Invictus Gaming kontrolowało przebieg gry, a w ostatnich chwilach pociągnęło za spust wycelowanej w G2 broni. Nawet gdy Europejczycy dobierali się do wież Nexusa, na pierwszym planie wciąż pozostawał obraz niemal idealnie dopasowanej maszyny — zespołu mistrzów, który nie zaprzepaści tak dużej przewagi pod naporem rywala. Kunsztem po raz kolejny wykazał się JackeyLove, który zakończył to spotkanie z zawrotnym 15/2/5 na koncie.

Reszta czwartego dnia przebiegła zgodnie z przewidywaniami ekspertów i już na jego koniec znaliśmy trzy z czterech zespołów, które awansują do kolejnej części turnieju. Na pierwszym miejscu w pełni zasłużenie zameldowało się Invictus Gaming. 8 zwycięstw już w tamtym momencie zapewniało im niezagrożone pierwsze miejsce. Ma to o tyle duże znaczenie, że zwycięzca tego etapu miał możliwość wyboru swojego półfinałowego oponenta spośród drużyn, które zajęły miejsca trzecie i czwarte. G2 w międzyczasie pokazało pazur, ale nie zdołało zadrapać mistrzów na tyle, by ci naprawdę zaczęli krwawić. Ze wstępnie wytypowaną czołówką tabeli i niezaprzeczalnym zwycięzcą, piąty dzień miał być przede wszystkim walką o ostatnie premiowane awansem miejsce. Wśród kandydatów w grze pozostawali wciąż zawodnicy amerykańskiego Teamu Liquid oraz legendarnego azjatyckiego składu Flash Wolves.

Czwarty dzień nie był dla tych zespołów szczególnie szczęśliwy. Tym bardziej nie mogliśmy doczekać się rozwoju wydarzeń podczas zwieńczenia etapu — gdy każdy punkt jest na wagę złota. Mało kto mógł jednak przewidzieć aż tak pokrętny scenariusz! Już w drugiej grze tego dnia dość negatywnie zaskoczyli nas reprezentanci Starego Kontynentu. G2 podeszło do rewanżu z Phong Vu Buffalo, a świat przekonał się, że Azjaci są w posiadaniu jakiejś formy kryptonitu na superskład Samurajów. Europejczycy nie byli w stanie wyegzekwować żadnej ofensywnej strategii. Wunder był absolutną bestią i zdobył nawet pentę, ale z jego wysiłku nic więcej się nie wykluło. G2 po raz drugi w sensacyjny sposób uległo PVB.

Europejczycy nie odczuli goryczy tej porażki aż tak mocno, bo ich awans nie był zagrożony. W zestawieniu z resztą wydarzeń tego dnia był to jednak punkt zwrotny dla ostatecznej klasyfikacji zespołów w tabeli. Porażka z PVB oddaliła Samurajów od bezbłędnego w ostatnim czasie SKT. Gdy G2, później tego dnia, przegrało również z TL, przestało mieć znaczenie nawet to, że Faker i spółka dwukrotnie wcześniej z Europejczykami przegrali. Niedbałość, lekceważenie czy zwykłe, ludzkie potknięcie? Cokolwiek by to nie było, dwie porażki G2 umieściły ich na ostatnim stopniu podium, a przy okazji rozstrzygnęły także sytuację ostatniego miejsca premiowanego awansem. Drużyny TL i FW przez fazę grupową szły łeb w łeb, a dogrywka już wisiała w powietrzu. Fani formacji zza oceanu trwożnie zerkali w stronę swoich ulubieńców, w obawie przed ich porażką w stresującym, decydującym starciu, ale… starcie to wcale nie musiało się odbyć. Wygrana nad G2 była w tym sensie dla Teamu Liquid podwójnie satysfakcjonująca. Amerykanie rozłożyli na łopatki reprezentantów odwiecznego rywala, a także zdołali uciec z zagrożonej odpadnięciem z turnieju strefy.

tl

Ostatni mecz fazy grupowej nie miał formalnego znaczenia, a i tak stał się jednym z najjaśniejszych punktów tego dnia. Po obu stronach Riftu ponownie stanęli odwieczni rywale oraz wciąż najwięksi faworyci turnieju — IG oraz SKT. Ostatnie ich starcie skończyło się prawdziwą zagładą Koreańczyków. Faker musiał uznać wyższość rywala po zaledwie 16 minutach rozgrywki, ale jeden z najlepszych graczy świata najwidoczniej wciąż umie wyciągać trafne wnioski. SKT w rewanżu wyglądało jak zupełnie inna drużyna. Ich kompozycja była bardziej składna, a egzekucja wybranej strategii niemal bezbłędna. Po 32 minutach mecz zakończył się triumfem koreańskiej formacji, a Chińczycy po raz pierwszy poczuli uciekający im spod nóg grunt. Trudno choć przez chwilę nie zastanowić się, czy rezultat byłby taki sam, gdyby IG grało o stawkę, prawda? Niemniej jednak gra ta może być też zwiastunem czegoś większego — prawdziwego powrotu SKT na salony, powrotu w odpowiednim momencie i w pięknym stylu.

1.

Invictus Gaming

9-1

2.

SK Telecom T1

7-3

3.

G2 Esports

5-5

4.

Team Liquid

4-6

5.

Flash Wolves

3-7

6.

Phong Vũ Buffalo

2-8

Co to wszystko oznacza dla G2? IG wybrało Team Liquid jako swojego półfinałowego rywala. Amerykanie nie rozegrali najlepszych grup, ich awans do tego etapu niemal do samego końca był zagrożony, więc to oponenci teoretycznie łatwiejsi — Chińczycy poszli po linii najmniejszego oporu, ale jednocześnie postąpili bardzo naturalnie. To przynajmniej jedna seria gier więcej, nim znów będzie mogło dojść do spotkania G2 vs IG. Czujecie ulgę? Samurajowie mają pewne powody do zadowolenia również ze względu na dobór ich półfinałowego oponenta. Europejczycy rozłożyli SKT na łopatki już dwa razy w przeciągu ostatnich paru dni i zdaje się, że będą mogli to zrobić również w najbliższy weekend. Serie do 3 zwycięstw rządzą się zgoła innymi prawami, więc wciąż istnieje duże ryzyko — szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę, że mamy do czynienia z Fakerem i jego zespołem. Ostatecznie trudno byłoby jednak o bardziej optymistyczne rozstawienie par półfinałowych. IG jest zdecydowanym faworytem pierwszej pary, a G2 ma podstawy, by sądzić, że może ponownie pokonać SKT.

g2

Kto według was awansuje do wielkiego finału?
Myślicie, że G2 w serii BO5 będzie dla SKT równie zabójcze?

Podzielcie się swoimi typami w komentarzach!