Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Rogue: siła polskiego paliwa

Trudne początki organizacji to już pieśń dawnych czasów. Rogue przeżywa teraz naprawdę udany okres, pnąc się w górę wielu turniejowych drabinek, a wiele tych zasług można przypisać naszym rodakom. Sprawdźcie, jak to się zaczęło!

Jak wielu utalentowanych graczy, którzy odhaczyli na swojej e-sportowej bucket liście parę punktów, Kikis również marzył o byciu gwiazdą. O stworzeniu drużyny, jednego organizmu zorganizowanego wokół siebie — dyrygenta, a w przypadku tej analogii: jego serca i mózgu. Idealna okazja nadarzyła się, gdy na europejskiej scenie formowało się LEC. Na przełomie sezonów Stary Kontynent wkraczał w nowy świat. Czekając z otwartymi ramionami na organizacje, które wspólnie stworzą tutejszą scenę nie na nowo, ale na pewno inaczej. Stacjonujące w Ameryce Rogue odnalazło w LEC lukę, w którą postanowiło wbić się ze swoim interesem oraz ambicjami, a te szczęśliwie pokrywały się z planami Kikisa. Na radarze rodaka pojawił się bowiem chłonny twór, który przyjął go — bohatera, który zbawił Vitality, z otwartymi ramionami. Wokół niego zbudowano jednak drużynę, wokół której od początku krążyły wątpliwości. Te na przestrzeni wiosennego splitu narastały. Z każdą przegraną i utraconą kolejką było ich coraz więcej, aż po horyzont kłębiły się tylko one. Rogue wygrało tylko 2 z 18 spotkań w wiosennym splicie. Eksperyment Kikisa się nie udał.

Podczas gdy Rogue pobierało ciężkie lekcje Ligi w inauguracyjnym splicie LEC, siostrzana drużyna Rogue Esports Academy swobodnie rozpychała się łokciami na lokalnej scenie. Jedną z ogromnych zalet i w tym przypadku zasług Kikisa, było osadzenie centrali akademii Rogue w naszym kraju. Włodarze zaoczeanicznej organizacji dostrzegli potencjał w talentach masowo produkowanych w polskich granicach. W kilku kolejnych krokach do życia została powołana jednostka REC, która z miejsca stała się ultraligowym oprawcą. Sprytny miks doświadczonych zawodników z wieloletnim stażem, najzdolniejszych młodzików oraz starannie wyselekcjonowanych graczy importowanych po prostu nie miał tu sobie równych. Rogue na przestrzeni jednego okresu ligowego stworzyło pod swoimi skrzydłami zarówno kata jak i ofiarę. Pod niemal identycznym granatowym sztandarem wiosną występowała piątka graczy, która niemal nie znała smaku porażki oraz inna, której trudno było przypomnieć sobie wspomnienie zwycięstwa.


Amerykańska organizacja stanęła przed trudnym zadaniem stworzenia z tych dwóch organizmów jednego, który poprawi sytuację formacji w LEC oraz drugiego, który nie odpuści ważnej dla regionalnych rozgrywek pozycji lidera w Ultralidze. Zmyślne rotacje rozpoczęły się, gdy tylko na dobre otworzyło się okienko transferowe. Pozbawieni kontraktów zawodnicy z potencjałem trafili najpierw do REC, a niedługo później rozpoczęła się wewnętrzna walka o wyższe stanowiska. W rolach głównych ponownie znaleźli się nasi rodacy, ale tym razem nie postawiono wszystkiego na żadnego z nich. Rozstawienie każdego stało pod znakiem zapytania aż do oficjalnego terminu oznajmienia składu. Jak świetnie i optymistycznie polska scena przyjęła jednak informacje, że w głównym składzie Łotrów pojawi się aż trzech naszych!

rge
vander

Vander był największym pewniakiem. Umówmy się: z tak złożoną karierą i rekomendacją, której o każdej porze mógłby mu udzielić dawny kolega z zespołu Jankos, Oskar nie musiał martwić się o swoją pozycję. Co ważne, Rogue nie popełniło jednak drugi raz tego samego błędu. Vander, choć niezwykle doświadczony, nie wstąpił w szeregi LECowego Rogue jako król i władca. Weteran spędził trochę czasu, wspierając swoją organizację w Ultralidze, a miesiące później był znów gotowy do walki z najlepszymi zawodnikami nie tylko Polski, ale i całej Europy.

inspired

Pewnym zaskoczeniem okazał się jednak angaż Inspireda. Zaledwie 17-letni dżungler zdążył pokazać się z niezłej strony na lokalnej scenie, ale wciąż brakowało mu prawdziwego doświadczenia z gry na tej wielkiej. Mimo tego młodziutki zawodnik do dziś nie dorobił się zmiennika. Podczas gdy wielu graczy jego formacji walczy o swoje miejsce w pierwszym składzie, drugiego chętnego na posadę głównego dżunglera nie widać. Presja gry z najlepszymi jest zatem jedyną, z którą nasz rodak musi się obecnie mierzyć, bo las w Rogue należy do niego.

woolite

Najwięcej kontrowersji powstało wokół wyboru strzelca drużyny. Sztab trenerski stanął przed nie lada dylematem. Po jednej stronie znalazł się polski prowadzący Woolite. Ten sam, który przed wieloma laty kreował wizerunek polskiego e-sportu, przez ostatnie sezony odbudowywał swoją formę na lokalnym podwórku. Gdy stał się znów gotowy do walki na dużej scenie, przyszło mu zetrzeć się z doświadczonym HeaQ o szansę gry na niej. Estoński prowadzący ma wielu fanów, ale lwia część społeczności pozostaje sceptyczna wobec wkładu, jaki zawodnik ma w drużynach, w których się znajduje. Te wątpliwości względem HeaQ w zestawieniu z coraz lepszą formą Polaka pozwoliły Rogue na podjęcie tej trudnej decyzji. Opartej o nieco niepopularną opinię, ale z perspektywy czasu, co teraz wiemy na pewno, jak najbardziej słusznej.

Pozycja Rogue w kolejnych tygodniach:

Tydzień

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

Miejsce

3

3

7 (▼4)

6 (▲1)

6

7(▼1)

7

7

5

Rift powoli stygnie po emocjach, jakie przysporzyła nam faza zasadnicza letniego splitu. Do samego końca, dosłownie do ostatniego dnia rozgrywek każda gra miała znaczenie. Swojego miejsca nie mogli być pewni nawet dominujący liderzy z G2, a co dopiero Rogue, które do niedawna starało się poprawić rezultat wiosennego blamażu na ostatniej lokacie. W całym tym chaosie formacja Łotrów utrzymywała się nieco poniżej linii eksperckiej uwagi. Więcej komentarzy kierowano pod adresem słabej dyspozycji Origen, wiele mówiąc również o napiętej sytuacji na szczycie. W spokoju lawirując wokół środka stawki, wykreowała nam się jednak jedna z solidniejszych grup w LEC. Rogue wyciągnęło wnioski i zagrało wokół znacznie bardziej zbilansowanej kompozycji graczy starych i młodych, doświadczonych oraz nieopierzonych. Co niezwykle cieszy, Łotry znów potężnie kojarzą się Europie z Polską. Aż trzech rodaków w głównym składzie Rogue tworzy obecnie piątą formację Europy, a ta ma apetyt na więcej.

rge

Przed nią w nadchodzącym wielkimi krokami ćwierćfinale naprawdę trudne zadanie. Przyjdzie im się mierzyć ze Splyce, które długo bardzo kurczowo trzymało się drugiej lokaty w lidze. Ich dyspozycji w regularnej fazie niewiele brakowało, ale play-offy i format BO5 rządzi się swoimi prawami. To tu jadowite Węże mogą się okazać bezzębne w obliczu presji, która nie zjada żądnych krwi debiutantów oraz wracających do łask weteranów. Obecna generacja Rogue to nie tylko wielka szansa dla naszych rodaków, by pokazać się z dobrej strony w fazie pucharowej, ale również chwila dumy dla całej lokalnej sceny. W finale Ultraligi na swoich oponentów czekają już zawodnicy siostrzanej Rogue Esports Club. To właściwe Rogue z LEC jest na dobrej drodze, by i o swoje finały powalczyć.

Jak daleko myślicie, że Rogue zajdzie w play-offach LEC oraz na European Masters?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!