Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Rozłam na szczycie — podsumowanie 4. kolejki LEC

W tabeli coraz mocniejszą pozycję zyskuje samotny lider, podczas gdy walki w środku stawki stają się coraz bardziej nieprzewidywalne i intensywne.

Nowa twarz Origen

Ze wszystkich mniej lub bardziej zaskakujących rezultatów tej kolejki, jednymi z najbardziej niespodziewanych były wyniki Origen. Niezły skład osobowy tej drużyny na początku splitu zawiódł nas, nie pokazując pełni potencjału, którego spodziewano się po Nukeducku i spółce, ale zdaje się, że legendarne OG wychodzi na prostą. W ramach potwierdzenia dostaliśmy od nich w weekend dwa prezenty w postaci szybkich, zdecydowanych zwycięstw. Pierwsze mogło nie być zaskoczeniem o tyle, że problemy Rogue, z którymi grali, widać na pierwszy rzut oka już po paru minutach rozgrywki. Skład zbudowany wokół Kikisa wciąż nie znalazł swojego miejsca w Lidze tego sezonu, a z wynikiem 0-8 potencjalnie wciąż nie stanowi problemu dla którejkolwiek z drużyn LEC. Bardziej satysfakcjonujące zwycięstwo przypadło w udziale Origen natomiast, gdy rozbili świetne Schalke 04.

og

Nukeduck był jednym z bohaterów poprzedniego sezonu, dlatego fani z bólem serca oczekiwali powrotu jego dobrej dyspozycji i w nowym roku. Drużyna, którą zbudowano na potrzeby powrotu Origen do LEC, dostała na papierze zbalansowany miks młodych talentów, doświadczenia oraz przebojowości ich środkowego, a poprzednie trzy kolejki spędziła próbując coś z tej mikstury wykrzesać. Synergia zbudowana przez OG opiera się teraz głównie o dwa silne filary na środku i dole Riftu. Nukeduck to stabilna instytucja, dla którego choć drobne wsparcie kompanów to fundament pod występ godny wszystkich tytułów MVP. Niezmiernie cieszy jednak rozwój duetu z dolnej alei. Patrik to młodziutki strzelec, z którym w prostej linii łączony jest ogromny i niewykorzystany dotąd potencjał. Ten miał się objawić przy znacznie bardziej doświadczonym koledze, który powrócił z zamorskiej emigracji. Mithy stawał na najwyższych stopniach podium w Europie, ale po powrocie na kontynent Liga nie przywitała go szczególnie ciepło. Trzy tygodnie walki o powrót do formy zaowocowały jednak dwoma niezwykle pewnymi zwycięstwami, które na nowo rozbudziły nadzieje fanów Origen.

Za tydzień podopieczni xPeke zagrają z exceL Esports i G2. Myślicie, że dadzą radę zrobić kolejne 2-0?

Wężowy uścisk

Inną ekipą, która dość niespodziewanie wygrała oba swoje spotkania, było Splyce. Ich rywalami w zeszły weekend byli gracze SK oraz Misfits, dlatego rywalizacja w obu przypadkach miała nam dostarczyć sporo emocji i dokładnie tak się stało. O ile jednak triumfy Origen to szybkie, około 30-minutowe strzały, o tyle zwycięstwom Splyce bliżej do całej serii ciosów, uników i potknięć rozwleczonych na przestrzeni trzech kwadransów, które niemal cudem kończyły się dla nich szczęśliwie. W obu grach rozpoczęło się od metodycznego wypracowania przewagi i w tym względzie nie ma wątpliwości - Splyce ma świetną wczesną fazę gry. Pierwsze kilkanaście minut Węże rozgrywają zgodnie z planem, wykorzystując silne strony swoich kompozycji oraz sprytne rozwiązania taktyczne.

splyce

To jednak, czego brakuje Splyce, to konsekwencja oraz pomysł w środkowym etapie gry. Gdy dochodzi do tanców w okolicy leży Barona i Smoków, drużyna Humanoida zwyczajnie zaczyna się gubić. Celom mapy nagle przypisują zbyt wiele lub zupełnie odwrotnie, zbyt mało uwagi, dlatego wzmocnienia potężnych potworów często przelatują im koło nosa. Nierozważnie rozegrana walka w newralgicznym punkcie i czasie spowodowała utratę pierwszego Barona oraz otwarcie bazy, bo wypracowana wcześniej przewaga zaczęła topnieć dopiero po 22 minutach walki z SK. Zrobiło się naprawdę gorąco, gdy upadały kolejne wieże oraz Inhibitor, ale wola walki utrzymała Splyce na powierzchni, a druga połowa potoczyła się już pod dyktando trio Vizicsacsi-Humanoid-Kobbe.

Ten ostatni miał również sporo do powiedzenia w drugim triumfie Wężów - w dużo bardziej poszarpanej grze przeciw Misfits. Tam momentów krytycznych dla Splyce było więcej, a ekipa Hansa Samy odrabiała straty kilkakrotnie wysuwając się na prowadzenie i ponownie je tracąc. Tu również kluczowy okazał się wpływ Kobbego, którego skompletowany ekwipunek stanowił w obu grach warunek zwycięstwa.

Wyciąg z mety

Urgot - góra

Obecność tego robotocznego kraba nie będzie zaskoczeniem, bo Urgot dzieli i rządzi na topie (a czasami też na midzie!) od początku splitu. Pomimo drobnych osłabień tu i ówdzie, wciaż jest jednak niezwykle solidnym wyborem, na którego możecie zdecydować się i Wy w swoich kolejkach rankingowych. Ostatni weekend nie był wyjątkiem, a na koncie tej postaci utrzymała się stuprocentowa prezencja. Oznacza to, że w każdej z 40 ostatnich gier Urgot został albo wybrany, albo zbanowany i żadna z ekip ani razu go w tym procesie nie pominęła. Inną tak samo rozchwytywaną postacią jest Lucian - jego również wyłącznie banuje się albo wybiera, ale ogromna różnica w przypadku tych bohaterów to współczynnik zwycięstw. Agresywny strzelec ma na swoim koncie zaledwie 50% wygranych gier, podczas gdy Urgot może się pochwalić niesamowitymi 71 procentami!

Nic dziwnego, bo z paroma przedmiotami to prawdziwa bestia, której pokonanie wymaga niezwykle dużo czasu oraz udziału niemal całej drużyny przeciwnej. Na powyższym klipie zauważcie jak wiele chaosu wprowadza w szeregi wroga Viziscacsi i jak długo utrzymuje się na swoich sześciu nogach. Jego wytrzymałość to tylko jeden z atutów, ale przyda się i wam - zarówno podczas walk drużynowych, jak i wymian na linii. Ponadto jeżeli opanujecie jego wymagający zestaw umiejętności, to z łatwością wygracie również większość pojedynków jeden na jednego. To jeden z najpewniejszych wyborów, na jakie możecie się obecnie zdecydować, a co dodatkowo cieszy - możecie go również bez większych obaw wykorzystać na środkowej alei.

Samotny lider

Gdy tydzień temu pisaliśmy o wydarzeniach trzeciej kolejki, w okolicy szczytu podium robiło się naprawdę gęsto. Ekipa Jankosa miała wtedy za plecami aż dwóch pretendentów, którzy tylko czekali na choć drobne potknięcie, by wskoczyć w koszulkę lidera. Stało się jednak zupełnie odwrotnie, bo polski dżungler wciąż kroczy mocno i pewnie, a wspomniane potknięcia owszem, przydarzyły się, ale jego konkurencji. Zarówno Schalke, jak i Vitality wygrały w ten weekend zaledwie jedną grę, dlatego różnica pomiędzy pierwszą i drugą lokatą to już aż 2 punkty.

g2

1.

G2 Esports

8-0

2.

Team Vitality

6-2

Schalke 04

6-2

4.

Splyce

5-3

5.

Origen

4-4

Misfits

4-4

7.

SK Gaming

3-5

8.

Excel Esports

2-6

Fnatic

2-6

10.

Rogue

0-8

Czy myślicie, że G2 ma szansę na split bez porażki?
Czy Jankos znalazł się wreszcie w drużynie, z którą wygra Ligę?