Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Siedem wspaniałych

Historia MŚ na podstawie wszystkich dotychczasowych edycji. O rozwoju e-sportu, Ligi i skali samego turnieju na przestrzeni lat

Ciekawe zmiany na gruncie rozgrywki, zupełnie nowy system run czy rozwiązania klienta gry to tylko jedna strona medalu. To, co widzimy na Summoner’s Rift, od lat przyciąga nas przed ekrany monitorów, jednak nie mniej ciekawie wygląda świat po drugiej stronie. Na zapleczu tego, co niegdyś było rozwijającą się niszą, rośnie na naszych oczach globalny fenomen. Świat zyskuje olbrzymią i zupełnie nową gałąź rozrywki i biznesu, a ogromną rolę mają w tym między innymi coroczne Mistrzostwa Świata. Przyjrzyjmy się zatem, jaką drogę przebyła Liga oraz sam e-sport na podstawie 7 ostatnich lat i kolejnych edycji MŚ.

Fnatic season 1

20 czerwca 2011 roku. League of Legends zachłannie zagarnia dla siebie coraz większe kawałki tortu będącego metaforą ówczesnego, growego mainstreamu. Tytuł przyciąga do siebie coraz więcej osób, a ludzie zaczynają poznawać się na angażującym formacie rozgrywki opartej na drużynowym zgraniu i rywalizacji również poza Riftem. Przelewana jest pierwsza krew, w pocie czoła domorosłych strategów powstają pierwsze zalążki tego, co na kolejne sezony i lata w społeczności graczy będzie funkcjonowało jako meta. Równolegle odbywa się również finał pierwszego tak poważnego turnieju w Lidze. Uzupełnieniem edycji szwedzkiego DreamHacka z tamtego roku staje się protoplasta tego, na co od lat z nieukrywaną ekscytacją czekają wszyscy fani e-sportowej strony LoLa. Na wyglądającym dość dziwacznie z perspektywy czasu Rifcie powstają legendy. xPeke, Yellowstar, sOAZ czy chociażby Shushei mierzą się w zaciętym pojedynku o chwałę, status i pieniądze. Nieporównywalnie mniejsze niż obecne, ale wciąż niezmiernie istotne. W końcu od czegoś trzeba było zacząć, aby dojść do milionów, które obecnie regularnie przewijają się przez czeki wypisywane na nazwiska najlepszych e-sportowych jednostek i organizacji.

Podczas transmisji samego finałowego starcia pada również jedno bardzo ciekawe zdanie. Rivington, czyli wciąż aktywny analityk i komentator, mówi w pewnym momencie, że siedzi przed nimi od 80 do 90 osób. Obecnie to mniej niż na pomniejszych, lokalnych lanach i turniejach okolicznościowych. Niecałe sto osób miało niewątpliwą przyjemność oglądać na żywo początki czegoś wielkiego i niezwykłego. Jak wielu z nich mogło wtedy założyć, że w przeciągu kilku lat turniej tej samej rangi będzie wymagał zagospodarowania wielkich hal czy nawet stadionów? Według archiwalnych już źródeł, przez transmisje z tego samego turnieju przewinęło się prawie 1,7 miliona osób, a w topowym momencie zmagania graczy śledziło ich aż 210 tysięcy. Niegdysiejsze „aż”, bo teraz liczby te zdają się nie robić już takiego wrażenia. Pierwszą edycję zapamiętamy jednak głównie przez to, że dumnie przetarła szlaki dla kolejnych Mistrzostw.

Tę edycję zapamiętamy dzięki zapoczątkowaniu serii MŚ i zwycięstwu naszego rodaka Shusheia w ścisłym finale


Skala rozwoju e-sportu na świecie to rzecz absolutnie niesłychana. O ile pierwsze MŚ były czymś szczególnym — na swój sposób zawsze pozostaną prekursorem naszych ulubionych, corocznych rozgrywek, o tyle na osobną wzmiankę zasługuje różnica pomiędzy pierwszą i drugą edycją tego turnieju. Pula wzrosła o ponad 2000% z niespełna 100 tysięcy do aż 2 milionów dolarów. Zupełnie inaczej zaczęły się również kształtować słupki oglądalności. Ponad 8 milionów unikalnych widzów i ponad milion jednocześnie oglądających to wydarzenie, to wyniki, które w tamtym okresie były czymś absolutnie niesłychanym. Impreza w 2012 roku stała się najchętniej oglądanym wydarzeniem e-sportowym na świecie. Sprawiła również, że ludzie spoza branży zaczęli dostrzegać potencjał tej rosnącej w siłę niszy. I o ile imponujące jak na tamte czasy wyniki finałów pierwszego sezonu zdawały się wskazywać na to, że e-sport może mieć potencjał, o tyle oglądalność drugiego wydarzenia z tej serii raz na zawsze utwierdziła w tym niedowiarków.

Wyniki to jednak nie wszystko i zdaje się, że najbardziej godną zapamiętania cechą tej edycji turnieju był jego format. Pierwszy sezon to impreza doczepiona do odbywającego się już od lat DreamHacka. Zaledwie kilkadziesiąt osób oglądających zmagania na żywo. Co najwyżej półprofesjonalna, choć i tak niezła jak na tamte czasy, oprawa. Dopiero zatem drugie Mistrzostwa ubrały to wydarzenie w bardziej współczesne szaty. Dedykowana turniejowi impreza odbyła się w kalifornijskim Galen Center, a wypełnione po brzegi trybuny raz na zawsze zmieniły postrzeganie e-sportu zarówno wewnątrz jak i poza środowiskiem. Sceptycy tej gałęzi rozrywki musieli również w końcu przyznać, że imprezy takie jak ta, to nie tylko oglądalność w sieci. I o ile pierwsze MŚ były dość skromnym przetarciem szlaków i genezą całej serii tych turniejów, o tyle nieporównywalnie większy ślad na scenie pod kątem skali i profesjonalizacji zostawiła tu dopiero druga edycja tej imprezy.

Tę edycję zapamiętamy dzięki dużemu rozwojowi w kontekście profesjonalizacji sceny oraz rekordom, które pobiła transmisja finałów


Drugie Mistrzostwa były duże. Jak na tamte czasy nawet bardzo duże, jednak i przygotowane na potrzeby finału Galen Center sprawiało wrażenie nieco „surowego” w swojej formule. Pomimo dekoracji, ceremonii i coraz większej ilości szczegółów widowiska, do których zaczęto przykładać wagę, impreza ta nadal wyglądała dla ludzi zewnątrz jak spęd fanów jakiejś losowej gry. Dopiero trzecia edycja Mistrzostw istotnie odcisnęła swoje piętno w świadomości środowiska spoza kręgu fanów e-sportu. Po pierwsze — otwarcie wyglądało fenomenalnie. Zapewne część z was nie miała okazji oglądać tamtej ceremonii, jednak jeżeli macie wolną chwilę, to zdecydowanie warto nadrobić zaległości. Same gry finałowe odbyły się w Staples Center w Kalifornii, czyli w dużym obiekcie będącym domem między innymi dla popularnych Lakersów. I o ile wyprzedawanie biletów na spotkania jednej z najpopularniejszych drużyn NBA czy koncerty wielkich gwiazd muzyki popularnej przestały dziwić dekady temu, o tyle rozejście się wszystkich wejściówek na finał rozgrywek e-sportowych w zaledwie godzinę od rozpoczęcia sprzedaży? Takie rewelacje trafiły później do mediów, bo takiego stopnia rozwoju branży nawet i sceptycy nie mogli już ignorować.

Po drugie — była to pierwsza edycja, która przybrała format podobny do tego, który znamy do dziś. Na turniej zostały zaproszone przede wszystkim drużyny, które najlepiej radziły sobie w swoich regionalnych ligach. W tym samym roku wyklarowała się idea LCS, LCK czy LPL, a najlepsze drużyny tamtejszych sezonów zyskały dla siebie zaszczytne miejsce w Mistrzostwach. Brzmi znajomo, ale dopiero w trzeciej edycji MŚ doszło do tego typu zabiegów. Po trzecie rok ten był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. W końcu wszyscy przekonaliśmy się o potędze koreańskiego SK Telecom T1. To w trzecim sezonie po raz pierwszy na wielkiej scenie pojawił się Faker i z miejsca podbił serca fanów e-sportu na całym świecie. Dopiero teraz wiemy, że był to dopiero początek dla przepotężnej organizacji i legendy tego młodego zawodnika.

SKT first win in season 3

Tę edycję zapamiętamy dzięki wyprzedaniu Staples Center w godzinę i pierwszemu zwycięstwu SKT


Zachodni świat od lat coraz bardziej przekonuje się do idei e-sportu, jednak na świecie od dawna istnieje miejsce, które zostało tej branży wręcz przeznaczone. Nie bez powodu mówi się przecież o tym, że Korea Południowa to poniekąd jego światowa stolica. Ma to przełożenie w ilości fanów, zawodników oraz samej jakości drużyn z tamtego kraju. Nie dziw zatem, że i turniej rangi Mistrzostw Świata musiał w końcu zawitać i tam. Pierwszą okazją stały się MŚ czwartego sezonu, czyli te odbywające się w 2014 roku. Co prawda cały turniej rozłożono na kilka krajów — pierwsze etapy fazy grupowej rozgrywano na Tajwanie i w Singapurze, jednak to właśnie w stolicy e-sportu postanowiono rozegrać decydujące starcia turnieju. I to nie na byle obiekcie, bo na samym stadionie olimpijskim w Seulu. Chociaż od tego czasu minęły 3 lata, zdjęcie wypełnionej płyty stadionu oraz przepełnionych trybun nadal robi piorunujące wrażenie. Mówi się o około 40 tysiącach widzów na żywo i ponad 11 milionach jednocześnie oglądających w sieci w szczytowym momencie finału.

Worlds S4 Finals

Z tamtejszą edycją wiąże się również kilka ciekawostek i faktów, o których lata od tego wydarzenia łatwo zapomnieć. Zwycięzcy poprzedniej edycji, czyli SK Telecom T1, w ogóle nie zakwalifikowali się w tamtym roku do udziału w MŚ. Zamiast nich na najwyższym stopniu podium stanęli mistrzowie tegorocznych Mistrzostw, a właściwie to drużyna będąca ich starszym, przyszywanym bratem od tej samej matki marki. Seul w tamtym roku miał również przyjemność gościć na scenie innych, a mianowicie znany i lubiany zespół Imagine Dragons, który przygotował na tę okoliczność piosenkę Warriors. Chociaż muzyka towarzyszyła Mistrzostwom rok wcześniej oraz podczas każdej kolejnej edycji, to właśnie tamten kawałek zdaje się najbardziej pozytywnie kojarzyć fanom tej serii turniejów. Coś musi w tym być skoro wszyscy kolejni wykonawcy oraz ich twórczość porównywana jest od 2014 roku właśnie do słynnych Wojowników.

Tę edycję zapamiętamy dzięki wypełnieniu stadionu olimpijskiego w Seulu i piosence Warriors od Imagine Dragons


Piąty sezon to relatywnie świeża historia, a sama edycja Mistrzostw to przede wszystkim festiwal powrotów. Po pierwsze — najlepsze drużyny globu po czterech latach wróciły do starć na ziemi Starego Kontynentu (poprzednie edycje to kolejno od pierwszej: Europa, USA, USA, Tajwan/Singapur/Korea Płd.). Całość rozbito na cztery kraje: Francję, Wielką Brytanię, Belgię oraz Niemcy, gdzie na Mercedes-Benz Arena odbył się również wielki finał. Po drugie — do walki na najwyższym poziomie wrócili Mistrzowie sprzed dwóch lat, czyli SK Telecom T1. Faker po roku przerwy od Mistrzostw znów poprowadził swoją drużynę do udziału, a następnie nawet zwycięstwa w całym przedsięwzięciu. Po trzecie — znów pobito rekordy oglądalności. Według oficjalnych źródeł w szczytowym momencie finał oglądało jednocześnie 14 milionów widzów, a przez cały okres trwania decydujących starć przez transmisję przewinęło się aż 36 milionów.

Z pozostałych, losowych ciekawostek warto jeszcze wspomnieć o tym, że rok ten był totalną dominacją na linii rywalizacji EU-NA. Dwa składy, Origen i Fnatic, doszły wtedy aż do półfinałów całego turnieju, podczas gdy żadna drużyna zza wielkiej wody nie zdołała nawet wygrzebać się z odmętów swoich grup. Nie to, żebyśmy musieli się szczególnie trudzić, by dostrzec większe osiągnięcia reprezentantów Europy, ale karta Mistrzostw sezonu piątego z pewnością nadal ma swoją moc w internetowej dyskusji.

Tę edycję zapamiętamy dzięki przewrotce Fakera i stosunkowo dobrej kondycji reprezentantów lig ze Starego Kontynentu


Championship Zed

Szósty sezon to już niemal najświeższa historia. Nawet niektórzy z nowych fanów Ligi powinni jeszcze pamiętać te czasy. Mistrzostwa znów zawitały do Stanów Zjednoczonych, jednak od ostatniej edycji odbywającej się za oceanem sporo się zmieniło. Po raz pierwszy w historii pula nagród została dodatkowa zasilona częścią dochodów ze sprzedaży Championship Zeda oraz skórek do totemów, dzięki czemu standardowa pula wzrosła aż do 5 milionów dolarów. Zwycięzcy turnieju tym razem zainkasowali tyle, ile wynosiła cała pula nagród podczas poprzedniej odsłony MŚ. Wzorem poprzednich edycji postanowiono również rozsiać turniej i kolejne etapy rywalizacji przeprowadzić w różnych miejscach w USA. Rozpoczęto i zakończono (finał znów w Staples Center) w Los Angeles, jednak po drodze zahaczone zostały również Chicago oraz słynne Madison Square Garden w Nowym Jorku.

Season 6 Worlds Stage

Pod kątem samej rywalizacji również nie brakowało emocji. Po raz pierwszy od dawna mieliśmy okazję oglądać Polaków na najbardziej prestiżowym wydarzeniu całego roku. Jankos i Vander, wtedy obaj w barwach H2k, zakwalifikowali się do udziału w turnieju i pokazali naprawdę kawał dobrej Ligi. Wraz z drużyną doszli aż do półfinałów, jednak ponownie lepsi okazali się Koreańczycy. Co do nich to był to w ich wykonaniu naprawdę niezły turniej. 3 z 4 pierwszych drużyn, poza H2k rzecz jasna, reprezentowały koreańską ligę LCK. Finał odbył się pomiędzy SK Telecom T1 oraz Samsung Galaxy (kto doświadczył w tym roku deja vu?), lecz przed rokiem lepsza okazała się ekipa Fakera. Po raz trzeci na Mistrzostwach okazali się być najlepszą drużyną świata, co zdecydowanie warto również nadmienić.

Tę edycję zapamiętamy dzięki Championship Zedowi oraz dobrze radzącemu sobie H2k z Polakami w składzie


W końcu rok 2017. Zaledwie kilka tygodnia temu zakończyły się najważniejsze i największe rozgrywki tego roku. Kurz powoli opada na Rift oraz na chińską ziemię, na której starli się najlepsi z najlepszych. Nadszedł zatem czas na refleksje i podsumowania.


Tegoroczną edycję zapamiętamy dzięki…

  • rekordowej oglądalności?

  • tuzinom zaskoczeń?

  • smokowi, który zaszczycił swoją obecnością inaugurację finału?

Koniecznie dajcie znać, co wam najbardziej przypadło do gustu w tym roku oraz co podobało się wam w poprzednich edycjach! Czekamy na wasze komentarze!