Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

SKT vs G2. Czy Europa ma finał?

Spotkanie zwane "przedwczesnym finałem" za nami. Czy G2 i Jankosowi udało się spełnić marzenie?

SKT w drafcie pierwszej grze mocno zasygnalizowało wybór Renektona, ale Samurajowie postanowili oddać rywalom inicjatywę na górnej alei, by pozyskać dla siebie supersilny duet Xayah+Rakan. W drugiej turze wyborów Caps podebrał Fakerowi również ikonicznego dla Koreańczyka Ryze’a. Oba zespoły zakończyły fazę wyboru z silnymi kompozycjami ze wskazaniem na górę po stronie SKT.

Agresję na Rifcie rozpoczął duet Mikyx i Caps, lecz pierwsza krew kosztowała naszych życie wspierającego oraz zestaw czarów przywoływacza. Parę minut później, gdy Faker powrócił z bazy, na środku był już gotowy Effort, by wykorzystać brak Błysku Capsa i wyciągnąć swą drużynę na prowadzenie. Następne chwile upłynęły obu ekipom na zmyślnych roszadach. SKT więcej zainwestowało w górną aleję oraz rozwój Khana, ale Samurajowie wymienili pierwszego, ognistego smoka, by wysłać górnego w zaświaty i zniszczyć przy okazji 2 ważne struktury. Koreańczycy notorycznie lepiej wypadali podczas walk drużynowych, ale każda strata prowokowała naszych do gry mapą i pozyskiwania przewagi w ten właśnie sposób. Świetnym przykładem w okolicach 25 minuty była wymiana Barona za świetnie przygotowaną inwazję na dolny inhibitor. Caps niemal w ogóle nie dołączał do reszty drużyny, całą swoją uwagę kierując na boczne aleje. Przez kilkanaście minut podgryzał defensywę ekipy Fakera fala po fali i wieża po wieży. W całej grze byliśmy świadkami w sumie tylko jednej naprawdę poważnej walki drużynowej. Ta odbyła się w okolicach Barona i niemal bezbłędnie zagrali ją w tym miejscu zawodnicy G2 z Perkzem na czele. Całkowicie wyeliminowani Koreańczycy nie byli w stanie powstrzymać natarcia europejskich mistrzów, a gdy powracali do żywych, nie było już czego bronić. Po rewelacyjnie taktycznie rozegranym meczu G2 wychodzi na prowadzenie!


Europejczycy w drugim drafcie postawili tym razem na kompozycję mocno faworyzującą walki drużynowe. Znaleźli ciekawe połączenia w kontekście synergii umiejętności, na przykład Jarvana i Galio, stawiając jednak odrobinę również na swobodne przeżycie linii. Koreańczycy postanowili natomiast na dużą siłę eliminacji. Na dolnej alei pojawił się świetny duet Gragas i Yasuo, a legendarny Faker zdecydował się na wybór zabójczej LeBlanc.

Wynik meczu otworzył się już w pierwszych minutach. Ze śmiałej inwazji G2 wywiązała się niedbała walka, w której swoje życia stracili Effort i Jankos. Polski dżungler stracił trochę tempa we wczesnej fazie, ale pierwsza krew przelana przez naszych nieco lepiej ustawiła nas ekonomicznie. Pojawienie się oceanicznego smoka sprowokowało obie drużyny do poświęcenia uwagi na dolnej alei. Wzmocnienie udało się zabezpieczyć, a podczas walk drużyny znów wymieniły się zabójstwami. Podczas kolejnych chwil znacznie lepiej wypadały jednak zagrania zawodników SKT. Koreańczycy podejmowali się tylko bezpiecznych walk, z których wychodzili obronną ręką, podczas gdy G2 szarpało często tam, gdzie nie dało się niczego zyskać. Na sile znacznie zyskiwał dzięki temu między innymi Faker, do 15 minuty znajdując aż 3 zabójstwa i 2 asysty. Błędów u Europejczyków pojawiało się niestety więcej, a kolejne doskonale rozgrywane przez SKT walki coraz bardziej pogrążały szansę naszych na drugi, łatwy punkt. W okolicach 20 minuty wywiązała się walka, która totalnie przechyliła szalę na korzyść rywali. Po przegranej przyszedł czas na stratę Barona, a ze wzmocnieniem jak muchy upadały kolejne struktury europejskiej fortecy. Tym razem to Koreańczycy wodzili G2 za nos, nie tracąc kontroli nad spotkaniem nawet na chwilę. 1:1!


Tym razem oba zespoły wiele zainwestowały w swój komfort. Faker dostał w swe ręce Ryze’a, Jankos Elise, a Perkz Xayah. Niestety ponownie przez fazę draftu przemknął groźny Renekton. Obie ekipy postawiły tym razem na nieco bardziej zbalansowane formacje pozbawione szaleństw.

Jankos świetnie przygotował się do ganku we wczesnej fazie gry na dolnej alei, ale Khan w świetnym stylu uprzedził króla pierwszej krwi na górze. Renekton ponownie przemknął przez fazę draftu i ponownie zaczął sprawiać naszym problemy już od pierwszych minut. Po solowym występie Khana przyszedł czas na akcję w duecie z Clidem, dzięki czemu już po kilku minutach aż 2 zabójstwa widniały na jego koncie. Gra w środkowej fazie gry przyjęła formę podobną do tej, którą widzieliśmy w pierwszym spotkaniu serii. Obie drużyny bardzo bezpiecznie wymieniały się ciosami, stale wymieniając zabójstwa za cele i cele za zabójstwa. Znów nieco więcej walk szło po myśli SKT, ale Europejczycy utrzymywali pozyskane złoto w równowadze dzięki sprytnym ruchom na mapie. Oba wzmocnienia Barona spoczęły na koncie Fakera i spółki, ale cóż im po nich, skoro G2 karciło ich za nie totalną rozwałką w walkach drużynowych. Późna faza gry była dedykowana pojedynkowi wielkich strzelców. Po jednej stronie niezwykle rozpędzony Teddy, który dziesiątkował zastępy G2, po drugiej Perkz na jednej ze swoich ulubionych bohaterek, trzymający całe spotkanie pod kontrolą. W kluczowych spotkaniach to Chorwat okazał się skuteczniejszym prowadzącym, pozostając przy życiu na tyle długo, by zadać ostatni cios obleganemu Nexusowi.


SKT zostało przyciśnięte do ściany i to sprowokowało wielokrotnych mistrzów do podjęcia się wręcz desperackich kroków tak i w drafcie, jak i poza nim. Na Rift wrócił Mata, który choć jest legendarnym zawodnikiem, nie rozgrywa obecnie sezonu swojego życia. Ciekawie została również skonstruowana kompozycja Koreańczyków na przykład przez wybór Qiyany dla Fakera. Europejczycy odpowiedzieli w stylu wczesnego lata 2019, wybierając bohaterów przede wszystkim uniwersalnych. 

G2 złapało SKT za gardło już w poprzedniej mapie, teraz przyszedł czas na zaciśnięcie go w decydującym momencie. Już w pierwszych minutach meczu szalenie skuteczny okazał się gank Jankosa na bocie, który rzuconą przez Olafa siekierką zabezpieczył dla swej drużyny pierwszą krew. Trybuny zawrzały, ale SKT nie zamierzało pozostawać dłużne. Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać. Ta, gdy nadeszła, była niezwykle bolesna, bo dzięki ruchom na obu stronach mapy Koreańczycy weszli w posiadanie aż 5 punktów za zabójstwa. Na przestrzeni kolejnych minut SKT zgromadziło potężną przewagę w złocie, ale zawsze, gdy wydawało się, że Europejczycy ostatecznie upadają, któryś z zawodników G2 sięgał po swoje najlepsze cechy i wybijał rywalom z głowy marzenia o finale. Samurajowie przeszli w tym meczu naprawdę długą podróż. Pozbawieni w pewnym momencie aż dwóch inhibitorów wspięli się jednak na wyżyny swoich możliwości i pokonali ostatecznego bossa koreańskiej szkoły Ligi. Europa w rewelacyjnym stylu po raz drugi z rzędu w finale Mistrzostw Świata. G2 i Jankos po raz pierwszy w historii!

Jak podobała wam się ta seria gier?
Czy G2 zdoła pójść za ciosem i wygrać finał?
A może powstrzyma ich czekające na nich w finale FPX?

Dajcie znać w komentarzu!