Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Spotkanie Mistrzów, czyli historia 20-minutowego pogromu

Fnatic i G2 to najbardziej utytułowane ekipy w Europie. Ich mecze to zazwyczaj wielkie wydarzenia i festiwal świetnych zagrań. Tę kolejkę zapamiętamy jednak z innego powodu...

To mogło być wielkie widowisko. Gdy spotykają się w Europie te zespoły, na myśl od razu przychodzą legendarne hiszpańskie klasyki. Pojedynki Realu Madryt i Barcelony niosą ze sobą ten sam emocjonalny ładunek. Na pole walki wychodzą najbardziej utytułowane ekipy, a rezultaty tych spotkań to często wyniki decydujące o finalnych pozycjach na zakończenie sezonu. Tym razem coś jednak nie wyszło. Już w przedbiegach wiedzieliśmy, że siły na Rifcie nie będą wyrównane — wszystkie tytuły z przeszłości musiały odejść w odstawkę, bo liczy się tu i teraz. A teraz tabela wygląda dla Pomarańczowych wręcz bezlitośnie słabo. Mistrzowie poprzedniego sezonu nie odnajdują się bez Capsa, a rok 2019 jest wciąż dla nich zagadką pod względem mety i pomysłów taktycznych. Jak jednak, zdawałoby się, chwilowe problemy przełożyły się na największy pogrom, jakiego byliśmy świadkami  dotychczas w Europie?

Grzechy Fnatic

Pomarańczowi nie są w formie. To dość oczywiste i nad pewnymi względami tego stanu rzeczy nie ma się co pastwić. Pozbawieni jednego ze swoich kluczowych zawodników mogą, rzecz jasna, czuć się zagubieni, a poszukiwane nowej, wartościowej synergii z Nemesisem musi potrwać. Jak jednak wytłumaczyć decyzje taktyczne, które przyświecają drużynie, skoro za ich przygotowaniem stoi ta sama osoba, która zdobywała Europę raz za razem w przeszłości, a jeszcze parę miesięcy temu była bliska przyłożenia cegiełki do zdobycia świata. YoungBuck dał się poznać jako niezwykle utalentowany szkoleniowiec jeszcze za czasów, gdy G2 święciło prym i nie miało sobie równych. Zven i Mithy, Trick i Expect - wreszcie oczywiście również Perkz. Z tamtej piątki holenderski trener wyciągnął esencję umiejętności, wcisnął ją w najbardziej optymalne kompozycje, a tą mieszanką wszedł na europejski tron, by wraz z tamtą wersją G2 nie zejść z niego przez 4 kolejne splity. Dominacja Samurajów skończyła się, jakżeby inaczej, po odejściu YoungBucka do Fnatic, które po latach odzyskało koronę. Jego wpływ jest absolutnie niezaprzeczalny, tym bardziej dziwi zatem w jak dużej rozsypce znajduje się obecny roster Fnatic. Sam Youngbuck przyznał nawet ostatnio w wywiadzie, że jego drużynę z LEC rozbiła dywizja ich własnej akademii. Gdzie kończy się granica spadku formy, a rozpoczyna kryzys?

youngbuck

Kolejnym trudnym do zrozumienia aspektem tej rozgrywki był draft. Stojący za nim, zakładamy, po części trenerzy oraz gracze, doszli do konkluzji, która nie powinna zostać przelana na papier choćby i w żartach. Bwipo dostał w swe ręce Ornna. Brodaty Kowal święcił triumfy w poprzednich miesiącach, ale tamta meta minęła bezpowrotnie, a wskutek wielu zmian nie ma dla Ornna miejsca również w obecnej. Górna aleja przeżywa obecnie całkiem niezły okres i nie ma w zasadzie żadnego uzasadnienia, dla którego Ornn miałby się okazać optymalnym wyborem dla Fnatic i Bwipo. To nie ten rok, nie ten czas i nie ta meta.

bwipo

Idąc dalej nie jest niestety lepiej, a najwięcej kontrowersji urodziło się wokół wyboru ostatniej gwiazdy tej formacji. Rekkles zdecydował się na grę Jinx, która od czasu dużych nerfów na przedmiotach usprawniających trafienia krytyczne nie była wyborem rekomendowanym zarówno na solo kolejkę, jak i przede wszystkim na Rift w profesjonalnym ujęciu. Fakt, łatka 9.3 przynosi spore zmiany, które powinny przywrócić do życia również zwariowaną prowadzącą, ale tamten mecz był, ku świadomości wszystkich stron, rozgrywany jeszcze na poprzednim patchu. Tłumaczenia tego wyboru podjął się sam zainteresowany na twitchowej transmisji już po meczu, ale trudno uwierzyć w argumentację tak dziurawą. Zespołowi miało brakować obrażeń, a w puli dostępnych bohaterów zostało już tylko kilka wyborów, które Rekkles widział w roli potencjalnego carry. Rezygnując z wyborów takich jak Kai’Sa czy nawet Vayne, a także oddając w ręce przeciwnika inicjatywę, by ten w drugiej rotacji pobrał do składu duet Lucian-Braum, Fnatic zawiązało sobie na szyi pętlę, przez którą powoli zaczęło się dusić. Chęć pozyskania hypercarry, by zrekompensować braki na pozostałych pozycjach, zapędziła ich w kozi róg, z którego nie było odwrotu. Pytanie jednak - dlaczego te braki się tam w pierwszej kolejności pojawiły?

rekkles

Zdaje się, że powoli powinniśmy wychodzić z przeświadczenia, że to wczesnosezonowe Fnatic zaraz się odbije i wszystko będzie dobrze. Po czterech pełnych tygodniach wiemy na razie na pewno tylko tyle, że problemy, które trawią Pomarańczowych, wybiegają poza ramy transferu Capsa i chwilowego braku gwiazdy. Zawodnikom wyraźnie brakuje do siebie zaufania. Wybory w sesjach draftu są nieuzasadnione lub po prostu bardzo chybione, a drużyna nie jest w stanie kapitalizować umiejętności, na których zbudowała swą potęgę w zeszłym sezonie. To ostatni sygnał ostrzegawczy, jaki Fnatic dostanie i niech ten kubeł, a w zasadzie basen zimnej wody, będzie dla nich motywacją do odwrócenia swojego losu. Na razie bowiem ich dyspozycja prowadzi ich wprost w odmęty tabeli, która nie weźmie udziału w play-offach. Przegrana z G2 w ledwo ponad 20 minut jest tego smutnym, gorzkim świadectwem, ale czy i posępnym proroctwem?

Wszystko w porządku

O problemach Fnatic w tym roku można by napisać książkę, ale w tym pogromie brała udział również inna drużyna. G2 z wielkim bananem na ustach wyłącznie umacnia się na pozycji samotnego lidera, a przed nimi stoi ostatnia ekipa, która może przeszkodzić im na drodze do pomyślnego zamknięcia tej bezbłędnej połowy splitu. I wszystko wskazuje na to, że nie przeszkodzi. G2 jest w rewelacyjnej formie, a Jankos, zdaje się, w końcu znalazł dla siebie skład, w którym może się w pełni rozwinąć i potencjalnie zdobyć swój wymarzony, europejski puchar.

g2

Wsparcie, które zapewniła mu organizacja, to światowej klasy zawodnicy, przy których gra musi być czystą przyjemnością. Z taką samą radością patrzymy na ich kolejne poczynania - zarówno wtedy, gdy testują swoje limity, ale i gdy grają na sto procent. Gdy grają tak, by finalistów Mistrzostw Świata w niemal upokarzający sposób rozbić w 20 minut. Dolary przeciwko orzechom, że G2 będzie w stanie wykorzystać słabości Misfits w ten sam sposób, w jaki podeszło do rozbrojenia Rekklesa i spółki. Czy uda im się jednak to tak samo łatwo i szybko?

Czy myślicie, że Fnatic odbije się od dna na drugą połowę splitu?
I czy G2 czeka sezon bez porażki?

Koniecznie dajcie znać w komentarzach!