Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Teatr jednego aktora — podsumowanie pierwszych dni fazy grupowej MSI

Amerykańscy fani mają powody do zmartwień, europejscy - do radości. Tempo turnieju i tak dyktowane jest jednak przez jednego pretendenta do tytułu.

MSI 2019 zaskoczyło nas już u progu swoich bram. Pierwszy mecz rozegrany pomiędzy G2 i SKT, wbrew niedowierzającym ekspertom, zakończył się zwycięstwem Europejczyków. Koreańskie legendy stawiane były w roli faworytów do wygrania całego turnieju, ale rzeczywistość międzynarodowego wydarzenia bardzo szybko zweryfikowała ich zapędy. Azjaci wykluczyli Sonę, Karthusa i Morganę, pozbawiając Samurajów dostępu do kilku znanych strategii. Nasi nie bali się jednak zrezygnować z utartych szlaków i podjęli rywala w otwartej walce, bez szczególnie wymyślnych kompozycji. Hala, w której odbywał się mecz, milczała, gdy ich idole z Korei dostawali kolejne ciosy, a nie było ich nawet aż tak wiele. G2 rozgromiło SKT w zaledwie 27 minut i dało zachodniej scenie szczególny prezent na inaugurację zasadniczej fazy turnieju.

g2

Serca europejskich fanów zabiły jeszcze mocniej, gdy IG w bardzo chybotliwy sposób pokonało PVB w swoim pierwszym spotkaniu. Wietnamczycy walczyli z mistrzami świata jak równy z równym, na zmianę zyskując i tracąc przewagę w rozgrywce. Invictus oraz SKT stawiano od początku w jednym rzędzie — jako najpoważniejszych faworytów oraz największych rywali G2. Pokonanie jednego oraz możliwość obserwowania trudności w meczu drugiego dała Europie nowe nadzieje na ostateczny sukces.

Chińczycy nie dali nam się nimi nacieszyć zbyt długo. Już pierwszego dnia drużyny IG i G2 starły się ze sobą, a Europa zmuszona była do gwałtownego hamowania. Po niepewnej, popełniającej sporo błędów drużynie z meczu z PVB nie było już śladu. Chińczycy weszli w tryb mistrzów świata — w ten, w którym w pamiętnym finale rozgromili Fnatic. Niemal od samego początku rozgrywka przebiegała pod ich dyktando. Jankos, pomimo naprawdę wielu prób, zdawał się być wciąż o krok za Ningiem. Gdy Polak gankował i zabierał życie, Chińczyk w drugiej części mapy robił co najmniej to samo, uzupełniając rotację o smoka i parę dodatkowych obozów dżungli. Europejczycy zostali zdeklasowani na wszystkich liniach, ale różnica najbardziej promieniowała z górnej alei. Wunder nie dostał zbyt dużej szansy jako Vayne przeciw Akali, ale to, co Koreańczyk robił w tej grze później i tak zasługuje na gromkie owacje.

Drugi dzień toczył się z grubsza według wcześniej przewidzianego porządku. Amerykanie z Teamu Liquid okazali się lepsi niż zespoły PVB oraz Flash Wolves, ale zabrakło im pomysłu na G2. Europejczycy odhaczyli swoje 2 punkty przeciw wspomnianym wyżej składom, wyraźnie oddzielając się tym samym od stawki spadkowej. Porządek przewidywalnych spotkań miała w końcu przerwać wielka batalia pomiędzy faworyzowanymi SKT i IG. I przerwała, ale z zupełnie niespodziewanego powodu! Faker i Rookie, mistrzowie kontra mistrzowie — na ten pojedynek z wypiekami na twarzy czekał cały e-sportowy świat, a wielkie widowisko trwało zaledwie… 16 minut i 1 sekundę!

Chińczycy nie byli całkowicie bezbłędni, ale nic nie miało znaczenia w zestawieniu z siłą, którą w krótkim czasie nabrali Ning oraz JackeyLove, czyli dżungler i prowadzący IG. Camille w rękach pierwszego z nich była wręcz bezbłędna w swych rotacjach. Podążała za wrogim leśnikiem, korzystając z obozów jego dżungli, a także bardzo zuchwale nurkowała pod wieżę SKT tuż pod jego nosem. Ryzyko się opłaciło, bo JackeyLove jako Draven dostał szybko kilka zabójstw i stał się niemożliwą do zatrzymania maszyną do zabijania. Strzelec był w swej potędze na tyle przekonujący, że przypieczętował ten pogrom w tylko nieco ponad kwadrans. Różnica sił tych regionów nigdy wcześniej nie była tak widoczna i znacząca.

ig

Trzeci dzień to kolejne zaskoczenie — tym razem nieprzyjemne dla wszystkich fanów Samurajów. G2 niespodziewanie poległo w walce z Phong Vu Buffalo, oddając cenny punkt bez dużych oporów. Co dziwne, Europejczycy dorwali się wreszcie do swoich komfortowych wyborów i kompozycji, a wciąż zabrakło im na siebie pomysłu. Nie pomógł zazwyczaj znakomity Karthus w rękach Jankosa, ani nawet Irelia u Capsa. G2 było bezsilne i nie stawiło oporu, a dla rywali z PVB było to pierwsze zwycięstwo w fazie grupowej.

pvb

Przegrana z Wietnamczykami była o tyle straszna, że już w następnym spotkaniu Europejczycy mieli wyjść i walczyć ze znacznie groźniejszym SKT. Kropelka potu pojawiła się na skroniach fanów, gdy Wunder rozpoczął grę jako Pyke, ale jak się niedługo później okazało — i w tym szaleństwie była metoda. Pyke okazał się strzałem w dziesiątkę i sprawdził się zarówno jako zmyłka w fazie wyboru, jak i świetne, taktyczne dopełnienie kompozycji Samurajów. G2 wstało z kolan i pewnym krokiem pomaszerowało w stronę 2:0 na SKT. Nie zabrakło skrajnych emocji, ale koniec końców liczy się wynik, a ten umocnił Europejczyków na drugim miejscu w tabeli.

1.

Invictus Gaming

6-0

2.

G2 Esports

4-2

3.

SK Telecom T1

3-3

4.

Flash Wolves

2-4

Team Liquid

2-4

6.

Phong Vũ Buffalo

1-5

Myślicie, że G2 zdoła pokonać IG w rewanżu?
I czy Chińczyków w takiej formie w ogóle da się jeszcze zatrzymać?

Dajcie znać, kto według was przejdzie do fazy play-off w tegoroczonym MSI!