Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

W ten weekend: ćwierćfinały MŚ 2018!

Osiem najlepszych ekip świata w decydującej fazie turnieju. Każda gra ma znaczenie!

KT Rolster vs Invictus Gaming, 20 października o 6:00

Nad Polską nie zdąży jeszcze wzejść słońce, gdy pierwsza wirtualna krew przeleje się w tegorocznych ćwierćfinałach Mistrzostw. Już dla pierwszego spotkania warto będzie jednak zwlec się z łóżka, bo szykuje się nam pojedynek najwyższych lotów.

Gospodarzy reprezentować będzie ich obecny mistrz, którego, aż dziw bierze, widzimy na Mistrzostwach dopiero po raz drugi. Zawodnicy KT Rolster to legendy, które rzecz jasna bywały już na największych scenach, ale nie doczekaliśmy jeszcze naprawdę dużych, wspólnych sukcesów tego powerhouse'u. Pod nieobecność tytanów z SKT to właśnie Rolster zdaje się być najlepszą szansą na sukces dla kraju, dla którego wygrana w turnieju tego pokroju to wręcz punkt honoru. Koreańczycy nie pozostawiają jak dotąd wątpliwości, że są u siebie i są faworytami. Ich niemal wszystkie dotychczasowe wygrane to dominacje: 16/4, 12/4, 14/2. Takie wyniki widniały na ich koncie, gdy niszczyli Nexus, ale to nie cały obraz koreańskiej układanki.

invictus

KT Rolster nie było bowiem wyjątkiem i straciło już jedną mapę w starciu z EDG. Porażka obnażyła ich braki w konfrontacji z przeciwnikiem hiperaktywnym i agresywnym. Chińczycy odnaleźli lukę w ich zabezpieczeniach, a rozsądek podpowiada przecież, że znacznie lepiej radzące sobie Invictus Gaming powinno to zrobić sprawniej i sprytniej. Gdyby liczyły się tylko liczby, to wszelkie zakłady powinniście już kierować na korzyść koreańskiej potęgi. Prawda jest jednak taka, że Invictus miało znacznie trudniejszą grupę, w której poradziło sobie naprawdę dobrze. Dogrywka rozstrzygnęła starcie ostatecznie na niekorzyść Chińczyków, ale być może obecnie KT nie będzie w stanie postawić takiego oporu, na jakie było stać Fnatic. Zapowiada się arcyciekawe spotkanie na absolutnym szczycie światowej Ligi.

Royal Never Give Up vs G2 Esports, 20 października o 10:00

Drugi pojedynek to natomiast zdecydowanie ciekawsze starcie z naszej narodowej perspektywy. Ostatni na placu boju Polak, faworyt widzów i europejskiej sceny, Jankos, stanie w szranki z drużyną, która według ekspertów ma w tym roku największe szanse, by sięgnąć po puchar. Uzi kierowany głodem tego ostatecznego triumfu zbyt często obchodził się smakiem. Mistrzostwo zostało mu sprzątnięte sprzed nosa już dwukrotnie w przeszłości, ale utalentowany Chińczyk się nie poddaje. Mało tego, wydaje się, że z sezonu na sezon strzelec jest coraz bardziej kompletnym zawodnikiem, którego należy obawiać się nie tylko na linii, na której swoją drogą gra niesamowicie, ale również w późnych fazach gry. RNG stoi przed szansą na zdobycie podwójnej korony, a eksperci niemal nie dają szans europejskim wojownikom.

g2

Pamiętajmy jednak, że RNG nie jest niepokonane. Ich przeprawa przez grupy była niespodziewanie olbrzymim wyzwaniem, a potencjalni mistrzowie zasmakowali porażek z Cloud9 i Vitality. Szczególnie ci ostatni, jako przykład z lokalnego środowiska, pokazują, że konsekwencją i grą na własnych zasadach można wymusić odwrót na dowolnym przeciwniku. Dla G2 jest to zatem furtka i szansa na niebywały sukces. Drużyna, która zmagała się z problemami na przestrzeni ostatniego splitu i ledwo awansowała do turnieju, stoi teraz przed szansą wykonania niemożliwego. Choć być może powinniśmy powiedzieć, że takie nie istnieje, bo na triumfy Vitality stawiano w tym kontekście jeszcze mniej nadziei. G2 to już nie tylko Perkz. Wunder, Jankos i Hjarnan są w gazie i wygrana w tym ćwierćfinale powinna być w ich zasięgu.

Afreeca Freecs vs Cloud9, 21 października o 6:00

Kolejny dzień ćwierćfinałowych emocji rozpocznie się od starcia bodaj dwóch największych niespodzianek tego turnieju. Po jednej stronie koreański drugi seed, po którym spodziewano się wiele, a który, choć jest przecież w ćwierćfinale, nie powala na kolana. Koreańczycy stracili pojedyncze punkty w walkach z Flash Wolves i G2, a i te zdobyte nie wyglądały na najłatwiejsze w ich życiach. Freecs to oczywiście zdobywca pierwszego miejsca w grupie, ale kilka razy mieliśmy wrażenie, że ich triumfy to bardziej zasługa reakcji niż akcji. W pewnym sensie dość trudno mówić o AF jako o dominującej sile tego regionu.

c9

Jeszcze mniej konkretów można chyba natomiast wypowiedzieć na temat Cloud9. Amerykańska organizacja jest bowiem zdecydowanie największą niespodzianką tej fazy turnieju. Wpływ NA LCS na międzynarodową scenę jest bagatelizowany od całych sezonów, ale o ile TSM czy Team Liquid to generatory zawodów fanów zza oceanu, Cloud9 jest od lat obrońcą tamtejszych honorów. Radzące sobie co najwyżej średnio w Lidze, C9 po raz kolejny staje się jedną z najlepszych ekip świata, gdy przychodzi do rozgrywek o olbrzymią stawkę. Vitality, które trafiło do tej samej grupy, już niemal witało się z fazą pucharową. Wszyscy zgodnie uznali, że Gen. G i RNG to zagrożenia, a gdy oba składy zostały zgładzone, okazało się, że grupowy czarny koń sprzątnął Europie trzeci slot. Widzieliśmy Cloud9 triumfujące nad mistrzami MSI, nad byłymi mistrzami świata oraz nad drugą ekipą Europy. Niestabilne Afreeca Freecs wydaje się w tym przypadku niemal szczęśliwym losem dla Amerykanów.

Fnatic vs EDward Gaming, 21 października o 10:00

Na sam koniec wisienka na torcie dla wszystkich z was, którzy od lat wyczekują europejskiego sukcesu na Mistrzostwach. Forma Fnatic była świetna już przed startem turnieju, ale ostatnie rezultaty pokazują również, że zawodnicy tej formacji nie próżnowali po zakończeniu LCS. Pomarańczowi trafili do trudnej grupy, w której poradzili sobie wręcz rewelacyjnie. Dyspozycja mistrzów Europy wynika w dużej mierze ze zdolności adaptacji, ale i z bardzo taktycznego, wymyślnego sposobu rotowania składem. I to na przestrzeni pojedynczej serii. Ćwierćfinały zostaną rozegrane w formacie BO5, Fnatic może wystawić co najmniej kilka różnych kombinacji graczy, z których każda powinna działać idealnie na swój własny sposób. O ile jeszcze zatem mogliśmy mówić o pewnej losowości w grupach, rozstrzygnięcie tej serii przeciw Chińczykom będzie ostatecznym potwierdzeniem wielkości albo gwoździem do trumny nadziei Europejczyków.

fnc

Ich oponentem szczęśliwie będzie natomiast zaledwie trzecia drużyna chińskiego LPL. Dla Fnatic ma to znaczenie o tyle, że drugą, Invictus, pokonali już w tym turnieju na 2 z 3 map. Różnica zaledwie jednej lokaty w lidze jest ponadto większa, niż może się wydawać, bo zarówno w regularnej części splitu jak i tamtejszych playoffach, różnica poziomów EDG i Invictus Gaming była wręcz gigantyczna. EDward Gaming pokazało jak dotąd, że umie urwać grę choćby i KT Rolster, ale również stracić inną w pojedynku ze słabiutkim Team Liquid. Ta niekonsekwencja i niestabilność to świetny prognostyk dla szans Europy oraz fanów Fnatic.

Kto według was przejdzie dalej i kto zwycięży w całym turnieju?
Koniecznie napiszcie w komentarzach poniżej!