Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Wszyscy na swoich miejscach. Podsumowanie play-in MSI 2019

Faza wstępna MSI 2019 jest już za nami. Sprawdźcie, jak przebiegała oraz kto zapewnił sobie miejsce w zasadniczym etapie turnieju!

Sytuacja w grupie B już przed końcem długiego majowego weekendu wyglądała korzystnie dla reprezentantów rosyjskiego LCL. Vega Squadron otworzyło grupę dwoma zwycięstwami, ale świat i tak bardziej zaskoczyła słaba dyspozycja ich rywali. Dużo więcej nadziei pokładano w brazylijskim pretendencie, czyli grupie INTZ. Zdaje się jednak, że przybyszom zza szerokiego oceanu bardzo szybko zabrakło pomysłu na odrobienie strat. Ich pierwsze dwie porażki nie były zdecydowane, ale obrażeń w ich mentalności nie zaleczyła nawet kilkudniowa przerwa. Już w pierwszym meczu trzeciego dnia na drugie miejsce w grupie wysunęła się japońska formacja Detonation FocusMe. W pięknym stylu odrabiali straty na Rifcie i wysłali Brazylijczyków na przedwczesne wakacje.

Dominującą siłą w grupie do końca pozostał jednak VEGA Squadron. Rosyjski mistrz totalnie przejechał się po INTZ w meczu rewanżowym i przypieczętował swój awans w starciu z DF, ale w obu spotkaniach problemy niespodziewanie sprawili gracze MEGA. Po tajlandzkiej drużynie nie spodziewaliśmy się zbyt wiele, ale ich interesujące, często pokrętne kompozycje obnażyły problemy lidera grupy. Jedyna porażka Squadronu przypadła na samo zakończenie tego etapu — gdy zainteresowani nie mieli już nic więcej do zyskania, ale nie sposób uciec przeczuciu, że ta rozgrywka bardziej niż którakolwiek wcześniej rzuciła światło na słabe ogniwa rosteru Rosjan. VEGA Squadron awansowało oczywiście do fazy eliminacji, ale ich umiejętności miały jeszcze zostać poddane próbom. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami porządku drabinki, ich kolejnym rywalem były Wilki z Flash Wolves, podczas gdy awansujące z grupy A Phong Vu Buffalo wystawiono przeciw Teamowi Liquid.

1.

Vega Squadron

5-1

2.

DetonatioN FocusMe

4-2

3.

MEGA

2-4

4.

INTZ e-Sports

1-5

Team Liquid vs Phong Vu Buffalo

Jako stale rywalizujący z LCS fani europejskiego e-sportu, odzwyczailiśmy się już od oczekiwania czegokolwiek od tamtejszych drużyn. Team Liquid jako kolejny reprezentant regionu stawiany był jako wielki znak zapytania dokładnie na środku turniejowej stawki. Ich roster to grupa doświadczonych i niezwykle utalentowanych zawodników, ale Amerykanom nieczęsto zdarza się wypaść dobrze na imprezie tych rozmiarów. Co by jednak nie mówić, ich oponent z fazy play-in jeszcze nie dorósł im do pięt. Wietnamskie Bawoły miały czas dobrze rozgrzać się przed tym pojedynkiem — być może nawet za dobrze, bo ich awans zależał przecież od dogrywki, ale w ogniu walki o przetrwanie zabrakło im chyba czasu na przygotowanie się na tego konkretnego rywala. Azjaci nieźle rozpoczęli pierwsze spotkanie, a po 20 minutach rozgrywki nawet prowadzili, ale mniej więcej w tym momencie skończył im się również pomysł na podejście wroga.

W trakcie całej serii Wietnamczycy nie zdołali już ani o odrobinę zbliżyć się do triumfu. Kolejne mapy były co najwyżej bardziej wyrównane, a trzecia to już w zasadzie formalność ze strony amerykańskiego czempiona. Team Liquid pokazało się jak dotąd jako drużyna rozsądna i dobrze przygotowana, choć obawy budzi ich zapewne skończona różnorodność taktyczna. Dzięki banom PVB zmusiło TL do kompletnej zmiany swojej kompozycji w każdej kolejnej mapie. Mistrzów LCS cały świat zobaczył zatem na aż 14 różnych postaciach (Sylas został wybrany w drugim meczu na środek, a w trzecim na górę) i w 3 zgoła odmiennych sytuacjach. Fanów Doublelifta i spółki zapewne ucieszy mała liczba błędów, których dopuścili się faworyci, ale reszta turniejowej stawki zapewne ostrzy już zęby na luki, które ujawniła potyczka z Wietnamczykami. Przez kilka kolejnych dni TL może jednak jeszcze spać spokojnie. Ich awans do zasadniczej fazy turnieju został przypieczętowany pewnym 3:0.

Flash Wolves vs VEGA Squadron

Nieco więcej emocji przysporzyła nam druga para etapu eliminacji. Rosyjski mistrz zmierzył się ze stałym bywalcem międzynarodowych imprez, czyli legendarnym Flash Wolves. Wilki w tym roku zaprezentowały światu zupełnie nową twarz, ale pozyskani przez lata fani formacji z pewnością oczekiwali wyników co najmniej tak dobrych, jak za czasów SwordArta. Tym bardziej zadziwił pierwszy mecz, który zakończył się na korzyść Squadronu. Ponad 40-minutowa batalia kosztowała naprawdę wiele wysiłku oba zespoły, a i nie obyło się bez kradzieży Heralda czy wątpliwego tańca wokół Barona.

Rosjanie zostawili na Rifcie serca w zamian za pierwszy punkt w serii i jakby zabrakło im go do walki o kolejne. Wszystkie kolejne mapy, a szczególnie druga, były bardzo precyzyjne i niemal pozbawione poważnych błędów po stronie FW. Azjaci wyegzekwowali swoje sprawdzone taktyki, wielokrotnie wybierając ulubione postacie, a ich rywalom po prostu brakowało na nie odpowiedzi. Światło dziennie ponownie ujrzały luki i wady Squadronu. Na wyraźnie słabsze ogniwa Wilki postawiły większy nacisk, a skupienie uwagi chociażby na żonglującym bohaterami prowadzącym po prostu wystarczyło. Flash Wolves otrzymało cios, ale z wynikiem 3:1 również zagwarantowało sobie ostatecznie miejsce w zasadniczej fazie tegorocznego MSI.

Phong Vu Buffalo vs VEGA Squadron

Do walki o ostatnie miejsce przystąpili przegrani wymienionych wyżej spotkań. Triumfatorzy swoich grup mieli szansę na bezpośredni awans, ale ich bardziej doświadczeni oponenci ze spokojem odesłali ich w odmęty fazy play-in, w której o być albo nie być decyduje pojedyncza seria gier. Pierwszy precyzyjny cios wymierzyli Wietnamczycy. W zaledwie 27 minut przeprowadzili bardzo składny atak, którego celem ponownie stała się dolna aleja Squadronu. Różnica w poziomie graczy tej formacji zdawała się zwiększać na przestrzeni całego turnieju, ale końcówka jeszcze bardziej spotęgowała niekorzystny dla Rosjan efekt. Żonglujący bohaterami Gadget wyraźnie odstawał od reszty stawki prowadzących, a pomiędzy nim i BigKoro w pewnym momencie widać było przepaść. 

Skupienie uwagi na dole ponownie wystarczyło na dwa szybkie zwycięstwa, ale VEGA zdołała odbić się od dna. Postawieni pod ścianą mistrzowie regionu CIS zdecydowali się wreszcie na odmienną kompozycję, w której zabłysnąć mógł dobrze radzący sobie AHaHaCiK. Dżungler wykazywał się dobrym zrozumieniem mapy i był zawsze tam, gdzie potrzebowała go akurat drużyna. Z drobną pomocą rozjuszonych sojuszników zdołał zachować nadzieje fanów przy życiu. Przynajmniej do czasu ostatniej gry serii...

Bawoły nie dały się jednak nabrać na te same sztuczki 3 razy. W decydującym o awansie starciu po raz kolejny na pierwszy plan wyszedł utalentowany BigKoro. Strzelec wietnamskiej formacji grał Ezrealem tak, jakby bohater ten był dla niego stworzony. Świetnie się pozycjonował i używał swych sojuszników jak ruchomej fortecy. VEGA zdobywała kolejne cele mapy i desperacko wręcz walczyła o pozostanie w grze, ale i smoki, i wieże na nic zdały się pod ostrzałem bezwzględnego wroga. Phong Vu Buffalo zwyciężyło w serii z wynikiem 3:2 i dołączyło do reszty ekip, zamykając tym samym stawkę drużyn głównego turnieju.

Jak oceniacie szanse Phong Vu Buffalo, Teamu Liquid oraz Flash Wolves w dalszej części MSI?
Uważacie, że drużyny z tych regionów mogą powalczyć o mistrzostwo?

Dajcie znać w komentarzu!