Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Zapowiedź dnia trzeciego 2018 Mid-Season Invitational: Czy Flash Wolves mogą pokonać Koreę?

Tymczasem dzień drugi upłynął na zastanawianiu się, czy Europa i Ameryka Północna odzyskają twarz choć trochę. Tylko jeden z regionów skorzystał z tej szansy.

To spory szok dla fanów amerykańskiego Team Liquid, ale mistrzowie regionu są wyraźnie bez formy. Dzień trzeci zaczną z wynikiem 0-4. Każda drużyna rozgrywa w fazie grupowej 10 meczów, więc 4 porażki nie oznaczają jeszcze straty szans na ćwierćfinały, ale gracze TL nie mają już wiele miejsca na błąd. Niestety nie zapowiada się, by trzeciego dnia mieli zdobyć jakąś wygraną. Czeka ich pojedynek z drużynami uznawanymi za najpotężniejsze – choć przebieg tegorocznego MSI powoli to weryfikuje -  chińskim Royal Never Give Up (2-2) i koreańskim Kingzone DragonX (3-1). Jeśli Team Liquid ma jakąś teczkę z sekretnymi strategiami, to czas ją wyciągnąć. 

Plan meczów na dzień trzeci 2018 MSI

Plan meczów na dzień trzeci 2018 MSI

W lepszej sytuacji jest Fnatic z równą sumą dwóch porażek, dwóch zwycięstw. Trzeciego dnia znów zetrą się z Royal Never Give Up i będzie to pierwsza na 2018 MSI okazja do rewanżu. Fnatic poległ w z Chinami w meczu otwarcia, ale teraz mają na koncie wygraną z Kingzone -  faworytami turnieju. Jeśli dodała im ona pewności siebie i nauczyła paru sztuczek, to mają szansę urwać kolejny punkt. Może tym razem Rekkles nie będzie tak pasywny na linii i zdoła pokazać Uziemu, jak się gra strzelcem. To na pewno mecz, na który czekają europejscy fani, więc włączcie transmisję ok 14:00 CEST. 

Ale i meczu z EVOS Esports (1-3) nie wolno lekceważyć, w końcu Wietnamczycy mają już na koncie wygraną z USA. Trzeciego dnia mogą zaskoczyć Fnatic – a może nawet Flash Wolves, choć to obecnie zakrawa na cud. 

Betty i SwordArt z Flash Wolves to póki co najlepszy duet z dolnej alei na MSI

Betty i SwordArt z Flash Wolves to póki co najlepszy duet z dolnej alei na MSI

Niezależnie od tego, skąd jesteście, na pewno warto zobaczyć mecz Kingzone DragonX (3-1) z Flash Wolves (4-0). Koreańska drużyna, którą uważa się za pewnych finalistów, musi zetrzeć się z niespodziewanie niepowstrzymaną ekipą z Tajwanu. Czy magia Flash Wolves, dzięki której wygrali do tej pory wszystko, nadal działa? Czy Kingzone popełniło tylko jeden błąd - mecz z Fnatic – i poza tym są niepokonani? Dowiemy się ok. 13:00 CEST. 

Wyniki po drugim dniu fazy grupowej 2018 MSI

Wyniki po drugim dniu fazy grupowej 2018 MSI

Bogowie bywają śmiertelni, a wilki upolują każdego – podsumowanie drugiego dnia 2018 MSI

Fnatic po pierwszym dniu musiał udowodnić, że może coś wygrać. Ale po dwóch porażkach nikt chyba nie spodziewał się, że stanie się to w meczu z najlepszym regionem – ja przynajmniej nie wierzyłem. Determinację pomarańczowych widać było od początku. Nie przestraszyli się uznawanej za niepokonaną koreańskiej Kingzone DragonX i w pierwszych minutach zaserwowali europejski specjał – „Fnatic brush”.

Ofiarą zasadzki padł koreański strzelec Pray, więc Fnatic zyskał małą przewagę jeszcze zanim pojawiły się stwory. Potem kluczem okazała  się ciągła presja, o co zadbali między innymi wszechobecny Broxah oraz Caps roamujący swoim ulubionym Corkim, a także Bwipo na górnej alei. Spodziewałem się, że to Rekkles będzie gwiazdą, która poniesie swoją drużynę, ale drużyna świetnie radziła sobie sama. Nie dali KZ szansy się odbić, nie popełnili błędu. 

Flash Wolves było drugiego dnia na uprzywilejowanej pozycji z dwoma wygranymi na koncie - bardzo duży wkład w nie miał ich środkowy, Maple. Nic dziwnego, że w meczu z Team Liquid postawili na kontrolowanie mapy wybierając mu Galio. Pobelter usiłował kontrować go Yasuo. Niestety w miarę upływu meczu coraz bardziej przypominał typowego samuraja z solokolejki - ginął za często i bez sensu. Nie pomogło też, że TL zmieniło wspierającego – Olleh czuł, że sobie nie radzi, zamiast niego grał Joey. Widać było, że ten skład nie jest zgrany. Flash Wolves wykorzystali wszystkie błędy przeciwników i dopisali sobie kolejne zwycięstwo. A swoją dominację podkreślili wygrywając jeszcze z chińskim Royal Never Give Up w zadziwiająco bezkrwawym meczu – w sumie tylko 6 zabójstw.

Ciekawostka, że po raz pierwszy od dawna w zawodowym meczu ktoś zagrał Illaoi. Khan z Kingzone DragonX zdecydował się obić mackami EVOS Esports. Wietnamska drużyna nie dała się jednak łatwo – choć polegli wcześniej sromotnie z Royal Never Give Up, to tu stawiali czoła równo, np. zgarniając pierwszą krew po przeciągającej się walce. 

Wietnamczykom udało się przez pewien czas nawet prowadzić. Zdecydowanie nie była to kontrolowana jednostronna gra, w jakich KZ się specjalizuje – choć ostatecznie wygrali, to debiutanci z EVOS sprawili im zdecydowanie więcej problemów, niż ktokolwiek by się spodziewał.

EVOS Esports jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa – czy pokonają Fnatic?

EVOS Esports jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa – czy pokonają Fnatic?

Ostatni mecz dnia był istotny z dwóch powodów. Po pierwsze rywalizacja EU z NA jest stara jak League of Legends. A po drugie – oba zespoły chciały udowodnić, że nie są aż tak złe. Fnatic zaczął wcześniej, więc TL musiało przystępować do meczu z duszą na ramieniu i nawet powrót Olleh do składu nie pomógł. Caps z właściwą dla siebie swadą wybrał Yasuo i prawie było słychać, jak mówi: „Hej, Pobelter, chcesz zobaczyć, jak się powinno nim grać?”. 

Mecz zakończyli druzgocąco - quadrą dla Rekklesa. Team Liquid próbowało schwytać trójkę zawodników Fnatic w okolicy barona, ale sami zostali schwytani w kleszcze. Przez ich rozproszenie Rekkles miał jak na tacy najpierw leśnika, a potem środkowego i resztę zespołu, gdy próbowali złapać szybkiego jak wiatr Yasuo. Była szansa na pentę, ale ostatnie zabójstwo zgarnął Caps, stawiając kropkę nad „i”.