Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Zgodnie z planem

Po trzech kolejkach ponownie wyklarował nam się lider. Zobacz, jak poradziły sobie drużyny w 6. dniu rozgrywek EU LCS!

Maestro

„Co?! Znowu Jiizuke i Vitality?” — tak, znowu Jiizuke i znowu Vitality, bo to jeden z najjaśniejszych punktów programu każdego dnia rozgrywek i niewiele wskazuje na to, by ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Nowi liderzy tabeli podjęli dziś potencjalnie jednych z najsłabszych rywali, jednak i to nie przeszkodziło im w tworzeniu widowiska, o którym aż chce się rozmawiać. Przyjrzyjmy się zatem drodze, jaką włoski Maestro musiał przejść, by znów zasiąść na tronie.

jiizuke

Pierwsza niespodzianka nastąpiła już na etapie wyboru postaci. Ryze, czyli jeden z ulubionych wyborów Jiizuke, został zablokowany przez Vitality, a jego drugi, najczęstszy wybór, czyli Zoe, została wybrana przez Exileha. Alternatywą okazał się być Malzahar, na którym Włocha jeszcze nie widzieliśmy. Jak i czy w ogóle można czarować grając postacią skonstruowaną mechanicznie tak jak Prorok Pustki? Choć instynktownie chciałoby się rzec, że nie ma pola do popisu, debiutant zdecydowanie się nie zgadza. Świetne zagrania Malzaharem ograniczają się przede wszystkim do zwinnego poruszania, uników i celnych uderzeń Zewem Pustki, ale w każdej z tych kategorii Jiizuke pokazał klasę.

Serio, przyjrzyjcie się powyższemu zagraniu. Włoch pozostawiony sam przeciwko dwójce potężnych oponentów. Z jednej strony niesamowicie odporny Cho’Gath, z drugiej Zoe, której trafione Piłki mogłyby pozbawić życia w mgnieniu oka. Ulti niedawno użyte, pod ręką jedynie Zew Pustki i garść Puskląt, które, gdyby nie inna skórka Cho, mogłyby zostać uznane za jego młodszych krewnych. W tle całej sytuacji Cabochard, który zdążył zniszczyć strukturę wroga, cofnąć się do bazy z resztką zdrowia, teleportować z powrotem pod inhibitor wroga i w ostatniej chwili uratować kompana, któremu do dalszej zabawy zabrakło po prostu punktów many. Na pierwszym planie znalazł się jednak środkowy Vitality, którego niebywałe ruchy sprawiły, że komentatorzy okrzyknęli to zagranie najlepszą, dotychczasową akcją tej edycji EU LCS.

vit post game

Unicorns of Love nie było rywalem najwyższych lotów, ale i w takich sytuacjach zdarzają się potknięcia. Nie tym razem i nie w przypadku Vitality, bo ekipa Jactrolla zapisała sobie na konto 5 już zwycięstwo w tym splicie. Jeżeli jesteście zabiegani lub terminy transmisji wam nie odpowiadają i macie czas jedynie na oglądanie pojedynczych spotkań, to poświęćcie tę chwilę właśnie Vitality. Obecni liderzy tabeli są skuteczni, grają szybko i pewnie, tworząc przy okazji widowisko, o którym rozmawia się aż do kolejnego ich meczu. Zdecydowanie warto!

Minuty na wagę wygranej

Swój moment mieli dziś również utytułowani weterani Ligi. Choć w ich składach grają obecnie zupełnie inni zawodnicy, za Fnatic i G2 ciągnie się historia dziedzictwa, której kontynuację fani bezwzględnie chcieliby oglądać i w tym splicie. Jednym z olbrzymich problemów obu ekip było rozciąganie gier niemal w nieskończoność. Sobotnie gry to ponad czterdzieści i sześćdziesiąt minut nerwówki, która tylko dla drużyny Polaka zakończyła się pomyślnie.

jankos

W niedzielę obie formacje zaczęły przyspieszać dużo wcześniej. Inaczej tej uformowała się kompozycja G2, w której Jankosa (w końcu, chciałoby się rzec!) umieszczono za sterami postaci, która potrafi porządnie namieszać już od początkowych etapów gry. Na pierwszą krew przelaną przez jej króla i tak musieliśmy czekać aż do 11 minuty, chociaż nie tylko zabójstwami zwiększa się przecież przewagę. Śmiałe rotacje i świetna synergia Jankosa i Wadida, na odpowiednio Zacu i Taricu, sprawiła, że sukcesywnie zwiększana przewaga poprowadziła G2 wprost pod Nexus rywala. Na wykresie przewagi w złocie niemal nie widać zawahań. Jankos kontrolował cele mapy, brał udział w zabójstwach i ostatecznie, w bardzo metodyczny, wręcz sterylny sposób, pokazał, że jego nowa drużyna > stara drużyna.

Podobnie pozytywne wnioski można by wysnuć na podstawie obserwacji gry Fnatic. Gwiazda Rekklesa niezmiennie błyszczy oślepiającym blaskiem, który Pomarańczowi w końcu zechcieli w pełni wykorzystać. Cała gra rozpoczęła się dość niewinnie, choć należy również zauważyć, że i rywal był trudniejszy niż w przypadku Jankosa i spółki. Pierwsze 20 minut to w zasadzie wyłącznie niewielka przewaga ROCCAT. Przeciwnicy Fnatic mieli pomysł na stworzenie sobie odpowiednich warunków, jednak szybko zabrakło im fantazji, co wykorzystali doświadczeni weterani. W 23. minucie na dobre rozkręcił się również sam Rekkles, który śmiałym i skutecznym zagraniem zarysował swojej drużynie drogę do zwycięstwa. Wszystko w tym meczu ze sobą współgrało. Caps był skuteczny, Rekkles szybko został zaangażowany do walk drużynowych, a reszta zespołu robiła dokładnie to, co do niej należało. Szwedowi nie udało się skończyć tak szybko jak ekipie Jankosa, ale i u Pomarańczowych widać było dziś olbrzymi progres. Przed zdobywcami tytułów jeszcze długa droga, ale kolejne występy faworytów napawają optymizmem.

fnatic win

Piękna katastrofa

Jeżeli mówimy już o faworytach… Misfits od początku splitu radzi sobie naprawdę nieźle. Punkt, przed dzisiejszym spotkaniem, stracili wyłącznie z G2 Esports w inauguracyjnym meczu całego sezonu. Od tego czasu ich progres doprowadził ich na sam szczyt tabeli, gdzie, między innymi obok Vitality, spędzili kilkanaście dni. Dość niespodziewanie oderwali się od tronu w starciu ze Splyce, bo niemal nikt — tak i przed spotkaniem jak i w jego trakcie, nie przewidywał porażki. Poświęcamy mnóstwo uwagi Vitality, jednak to właśnie Misfits przez długi czas brane było za faworyta do zwycięstwa w splicie. Trudno gdybać na temat tak odległej przyszłości, jednak tego typu spekulacje tracą na wiarygodności. Misfits pokazuje bowiem, że talent niepodparty konsekwencją nie jest wiele wart.

hans sama

Do samego końca spotkania, przez ponad 50 minut, Splyce grało pod dyktando Misfits. Ci drudzy atakowali kolejne struktury, odhaczali cele mapy, a ich przewaga w złocie sięgnęła w pewnym momencie aż 12 tysięcy sztuk złota. Ostatecznie faworytów dopadła chyba klątwa przeciągania gier, bo wszystko to zdało się na nic w obliczu serii pojedynczych, potencjalnie nieszkodliwych błędów, które przydarzyły się im po prostu zbyt późno. Hans Sama robił swoje, Alphari stawał na głowie, a jego GNAR! zachwycał publiczność, ale wszystkie starania i tak spełzły na niczym.

Splyce ostatecznie zgarnęło punkt na swoje konto, pokazując przy okazji jak kruche u podstaw jest Misfits. Ci ostatni zrównali się znów ze składem Giants, z którym przyjdzie im się mierzyć już za tydzień. Koniecznie sprawdźcie rozgrywki 9 lutego, kiedy to odbędzie się między innymi zacięta walka o drugą lokatę.

splyce

Vitality 5W - 1P

Misfits 4W - 2P
Giants 4W - 2P

Schalke 04 3W - 3P
Fnatic 3W - 3P
Splyce 3W - 3P
ROCCAT 3W - 3P
G2 Esports 3W - 3P
Unicorns of Love 1W - 5P
H2k 1W - 5P

Tajna broń

Spodziewanie jedną z kluczowych ról dla zwycięstw dzisiejszego dnia odegrał Zac. Tajna Broń została dopuszczona do gry trzy razy i każde z tych spotkań zakończyło się dla niej zwycięstwem. Z wyjątkiem Veigara i Zileana, którzy zanotowali po dwa zwycięstwa, to właśnie Zac jest obecnie niekwestionowanym liderem pod kątem współczynnika zwycięstw. Mówimy oczywiście o postaciach, które były wybierane więcej niż raz. W siedmiu z ośmiu gier drużyna posiadająca go w swoim arsenale wychodziła z pojedynku obronną ręką. Stosunek do tej postaci jest jednak wciąż bardzo niejednoznaczny. Zac nie jest chyba banowany tak często, jak być powinien, dlatego już za tydzień możemy jego skoków nie zobaczyć na Rifcie wcale.

zac

Drugi dzień trzeciej kolejki to również niezły powrót do przeszłości. Na polu bitwy pojawiły się bowiem postacie, które nie były ostatnio popularne, jednak ich obecność w rozgrywkach tego typu przytacza wspomnienia sprzed kilku dobrych miesięcy czy nawet lat. Totalnie zapomniany (0 wyborów i 0 banów w tej edycji EU LCS dotychczas) Aurelion Sol dostał swoje pięć minut dzięki Capsowi z Fnatic. Młody środkowy pokazał, że dla Architekta Gwiazd jest jeszcze miejsce w obecnej mecie.

Tymczasowo do gry wrócili również bohaterowie tacy jak Twitch, Brand czy Corki. Ten ostatni nawet dwa razy i zdążył już odegrać naprawdę kluczową rolę w długim pojedynku pomiędzy Misfits i Splyce. Niezwykle ciekawie rysuje się także sytuacja prowadzących. Po pierwsze coraz częściej dopuszczana do gry jest Kalista. Drużyny niezwykle się jej boją, bo została zbanowana aż 26 razy, jednak każdy z jej 4 występów zakończył się porażką jej użytkownika. Być może już niedługo jeden ze stałych punków list banów, z list tych zniknie. Po drugie w ten weekend byliśmy świadkami swoistego przełamania na gruncie zestawów run. Coraz częściej bowiem na Rozpięczotowaną Księgę Czarów decydują się właśnie strzelcy. Nie jest to szczególnie innowacyjna strategia, bo tego typu wybory widzieliśmy już w poprzednich kolejkach, jednak obecnie taktyka ta mocno zyskuje na popularności. Podczas wszystkich dzisiejszych gier, jedynie trójka prowadzących nie zdecydowała się na dynamiczne Czary Przywoływacza. 

Unicorns of Love 0:1 Vitality
Schalke 04 1:0 Giants
ROCCAT 0:1 Fnatic
H2k 0:1 G2 Esports
Misfits 0:1 Splyce

 

Który z meczów tej kolejki podobał się wam najbardziej i czego wyczekujecie na tydzień? Dajcie znać w komentarzach poniżej!