Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS London 2014
LCS

Życie po LCS

Nie powinno już być zaskoczeniem, że EU LCS jest jedną z największych lig w e-sporcie. Popularność ta może być porównywana nawet do tradycyjnych lig sportowych, nie tylko zapałem i ilością fanów, ale także wysiłkiem wkładanym przez zawodników. Motywem, który jest znany fanom każdego sportu, mniej czy bardziej elektronicznego, jest pojawianie się i znikanie osób, które kiedyś były częścią sceny.

Ilość tych historii jest ogromna, bo role, które można objąć w LCS, są ograniczone, a zająć je mogą tylko najlepsi z najlepszych. Czasami zejścia ze sceny wynikają z braku możliwości powrotu do formy, a czasami po prostu z utraty zapału, który gracze pokazywali w początkach swojej kariery. Warto przyjrzeć się jednak przykładom, które dadzą bardziej szczegółowy opis sytuacji, w jakich znaleźli się bohaterowie tego artykułu.

Od Hiszpanii do Hiszpanii

Jedną z najbardziej aktualnych, a zarazem ciekawych historii jest ta byłego trenera Fnatic, czyli Luisa „Deilor” Sevilla Petita. Żeby jednak dobrze zrozumieć historię Hiszpana, należy najpierw zapoznać się z ówczesną sytuacją Fnatic. Mimo że pod koniec 2014 roku Pomarańczowi byli uważani za czołową drużynę Europy, to ich ówczesny kapitan Enrique „xPeke” Cedeño Martínez postanowił założyć własną organizację. Spowodowało to rozpad drużyny i potrzebę stworzenia kompletnie nowego składu na wiosenny split. Właśnie wtedy na europejską scenę weszli młodzi Heo „Huni” Seung-hoon i Kim „Reignover” Yeu-jin. Wtedy nikt się jednak nie spodziewał, jak wiele osiągną ci gracze. Pozostał jednak problem braku trenera, z którego znalezieniem, jak donosi reporter Duncan „Thorin” Shields, organizacja miała ogromny problem. Ostatecznie Fnatic zdecydowało się opublikować ogłoszenie na temat poszukiwań nowego trenera, który miałby się zająć odnowionym zespołem. Było to o tyle zaskakujące, że organizacja nigdy wcześniej nie szukała personelu w tak otwarty sposób. Na ogłoszenie odpowiedział były gracz i trener pokera, który w ostatnich miesiącach zapoznawał się z League of Legends i zasugerował Fnatic nowatorskie w kontekście e-sportu metody szkoleniowe. Graczem tym okazał się Luis „Deilor” Sevilla Petit, który ku zaskoczeniu fanów został trenerem nowo powstałego składu.

Deilor

Otwarcie nowego splitu rozpoczęło się od potyczki Fnatic z wówczas broniącymi tytułu mistrza Elements. Najważniejszą częścią starcia nie było jednak odzyskanie dawnej chwały organizacji, a udowodnienie siły nowego składu. Tym co jednak najbardziej pobudzało fanów, był nie kto inny jak Martin „Rekkles” Larsson, były prowadzący FNC, który wówczas grał przeciwko organizacji, z którą jest dzisiaj tak bardzo kojarzony. Wbrew oczekiwaniom ekspertów przewidujących definitywne zwycięstwo Elements, gra skończyła się w 35 minut na korzyść Pomarańczowych. Zwycięstwo to ostatecznie okazało się jednak tylko jednym z dziesiątek, które były jeszcze przed młodzikami. Zdobyli oni niewiele później tytuł mistrza Europy, a potem na MSI 2015 doszli do półfinałów, gdzie mimo przegranej doprowadzili słynne SKT T1 do wyniku 3-2. Deilor na dzień dzisiejszy może się pochwalić wieloma tytułami, z których prawdopodobnie najbardziej imponującym jest zajęcie 3-4 miejsca na World Championship 2015. Skoro pod okiem Luisa FNC osiągnęło tak wiele, coś musiało sprawić, że opuścił on organizację, z którą osiągnął tak wiele. 

Tym co zadało ogromny cios Fnatic było odejście słynnego koreańskiego duo — Huniego i Reignovera do NA LCS. Wytworzyło to ogromną lukę, która okazała się niemożliwą do zapełnienia. Doprowadziło to Deilora do podzielenia się z fanami tymi słowami: „Wyniki drużyny są konsekwencją pracy i treningów drużyny. Oczywistym jest więc, że mamy problemy, z którymi ja nie jestem w stanie sobie poradzić. […] Z mojego punktu widzenia bariery rozwojowe tego typu nie są dopuszczalne, kiedy mam możliwości pracowania z tak utalentowanymi graczami”. Szóstego sierpnia Nicholas „NicoThePico” Korsgård został nowym trenerem Fnatic. Po tym zajściu niewiele było słychać o byłym pokerzyście. Okazało się jednak, że po wyczerpującym roku wypoczywał on w swojej ojczystej Hiszpanii. 

Zakończenie historii porażką nie byłoby jednak odpowiednie dla czytelników, a tym bardziej samego trenera. W czasie wolnym Luis wykorzystuje doświadczenie zdobyte na scenie profesjonalnej i pracuje nad stworzeniem nowatorskiej klawiatury. Jako prezes firmy Dygma celuje on w „umożliwienie ambitnym graczom przekroczenie własnych limitów i osiągnięcie maksymalnego potencjału”. Prace nad klawiaturą odbywają się jednak tylko w jego wolnym czasie. Aktualnie oczkiem w głowie Deilora stała się drużyna — Movistar Riders, która jest znana z występów w LVP Superliga Orange (lidze hiszpańskiej). Zespół zajmuje aktualnie 4. miejsce w tabeli i niedługo będzie walczył w barażach o dostanie się do finału. Najciekawszym jest natomiast, że w drużynie jest dwóch Polaków: na dżungli Jakub „Cinkrof” Rokicki, a na środku Michał „Roison” Dubiel. Może właśnie z Polakami Deilor wróci na ponowny podbój EU LCS?

Deilor

Wciąż świecąca gwiazda

Osoba, która także w bardzo dużym stopniu była powiązana z sukcesami, a czasami także porażkami Fnatic, był wspierający — Bora „YellOwStaR” Kim. Mimo, że Deilor był trenerem, to właśnie Francuz był uważany za lidera drużyny, który pozostał w starych barwach mimo roszad z 2014 roku i poprowadził nowy skład po wcześniej wspomniane tytuły. Niestety także z jego późniejszym odejściem do amerykańskiego Team SoloMid wiązały się problemy FNC z początku roku 2016. Co gorsza, kiedy YellOwStaR zdecydował się na powrót do dawnych barw, po nieudanym splicie w Ameryce nie dostał się nawet do czołowej trójki, która miała reprezentować Europę na Mistrzostwach Świata 2016. Ostatecznie 19. października opublikował on post, w którym podziękował fanom za wspieranie go we wszystkich z 336 oficjalnych gier jakie zagrał i ogłosił koniec swojej kariery jako gracza.

Bora zdecydował się jednak nie odchodzić daleko od swoich dotychczasowych zadań i dołączył do klubu sportowego Paris Saint-Germain jako dyrektor do spraw e-sportu. Pod jego przewodnictwem drużyna rozegrała trzy splity w EU Challenger Series, ale nie odniosła znaczących sukcesów. Ostatecznie zarząd organizacji zdecydował się nie kontynuować sekcji League of Legends, co doprowadziło Borę do opuszczenia klubu. Warto jednak podkreślić, że mimo rozbieżności w podejściu do sekcji League of Legends, PSG w oficjalnym poście przyznało, że bez pomocy YellOwStaRa nie byłoby w stanie powtórzyć tego sukcesu.

Historia Francuza, podobnie jak w przypadku jego trenera z FNC, jest kontynuowana w ojczystym kraju, gdzie na dany moment pełni on rolę szkoleniowca w Team-LDLC. W ostatniej znaczącej rywalizacji — Underdogs Summer 2017, zespół zajął trzecie miejsce, przegrywając 1-3 na Millenium. Interesującym faktem dla polskich fanów może być, że podczas międzynarodowego turnieju — ESL Clash of Nations 2017, LDLC w walce o wejście do finału pokonało Illuminar Honor Gaming 2-1, ostatecznie wygrywając cały turniej. IHG jest w pełni polską drużyną, w której grają byli zawodnicy Team Kinguin. Można więc powiedzieć, że mimo przejścia ze wspierającego na trenera, YellOwStaR wciąż potrafi pokazać polskim drużynom, na co go stać. 

Yellowstar

Let me take a SELFIE

Marcin „SELFIE” Wolski jest jednym z niewielu Polaków, którzy przetrwali próbę czasu. Jego kariera na poziomie LCS i CS trwa już prawie cztery lata. Pierwszy raz Polak pojawił się na scenie w dziewiątym tygodniu EU LCS w barwach SUPA HOT CREW. Po prawie czterdziestominutowym starciu zakończył grę wynikiem 3/1/6, tym samym pokonując Millenium i polskiego strzelca — Jakuba „Creaton” Grzegorzewskiego. Niestety ze względu na to, że Marcin dołączył do drużyny tak późno, nie dostał się już do baraży. Drużyna kontynuowała jednak współpracę i przetrwała w LCS jeszcze 2 splity. Warto dodać, że byłe SHC przed rozpoczęciem splitu wiosennego 2015 zostało wykupione przez Meet Your Makers. Niestety zmiana organizacji przyczyniła się do problemów prawnych, a nawet próby szantażu SELFIEGO przez pracownika zarządu drużyny. Ponadto mimo ostatecznego rozwiązania problemu dzięki interwencji przedstawicieli Riot Games, drużyna była w tragicznym stanie i straciła miejsce w EU LCS. Marcin zyskał jednak nie tylko ogromne doświadczenie, ale również znajomość z Nickiem „LS" De Cesarem. Nick był oryginalnie zatrudniony jako trener SHC, jednak nawet po relegacji drużyny został w kontakcie z SELFIEM, co po dwuletnim rozstaniu zaowocowało ponowną współpracą w NA CS. Mimo że w dwóch latach, pomiędzy ponowną współpracą z LS, Marcin grał w różnych zespołach, to właśnie amerykańskie Tempo Storm znacząco podniosło jego status jako gracza. Drużyna zapowiadała się bardzo obiecująco dzięki doświadczonemu zapleczu trenerskiemu i graczom-weteranom jak Diego „Quas” Ruiz. Gdyby był to jakikolwiek inny split, TS najpewniej dostałoby się do NA LCS, jednak na ich drodze stanęło Gold Coin United, z legendą profesjonalnej sceny League of Legends — Hongiem „MadLife” Min-giem znanym ze słynnych Wyroków Śmierci wykonywanych Threshem. 

SELFIE

Seria była niesamowicie wyrównana, kiedy jedna wygrana trafiała na konto GCU, to następną grę wygrywało Tempo Storm. Ostatecznie doszło do piątej gry, której zakończenie Nick „LS” De Cesare opisał tymi słowami: „Pamiętam jak oglądałem grę zza kulis. Pamiętam też, jak się rozwijała. Kiedy zrozumiałem że drużyna przeciwna ma znaczącą przewagę, a stało się to przy zdobyciu drugiego smoka ognia, […] zacząłem czuć ogromne nerwy. […] Jedyne o czym mogłem myśleć, to jak czują się teraz gracze”. Od momentu opisanego przez Nicka, gra znacząco przechyliła się na korzyść GCU, które małymi krokami zaczęło zbliżać się do Nexusa. Gra została zakończona walką drużynową przy Starszym Smoku, którego dla Gold Coin United zabezpieczył Colin „Solo” Ernest grający Gnarem! Chwilę później czterech graczy Tempo Storm straciło życie i ich Nexus został zniszczony. Tak długa i zarazem wyczerpująca seria, mimo że zakończona porażką, pokazała światu, że SELFIE jest na poziomie LCS, co potwierdza Cloud9, które zakontraktowało Polaka na rok 2018. Nie wiadomo jeszcze, czy Marcin zostanie głównym graczem środka, bo o tę pozycję potencjalnie konkurować będzie z Duńczykiem — Nicolajem „Jensen” Jensenem, ale pewnym jest, że pozwoli mu to na dalszy rozwój w jednej z czołowych drużyn. 

Anglik w Bangkoku

Ostatnia historia także dotyczy byłego gracza SUPA HOT CREW, dżunglera — Matthew „Impaler” Taylora. Tym, co odróżnia Anglika od reszty drużyny, jest fakt, iż nie przeszedł on do Meet Your Makers. Zdecydował się jednak na transfer do amerykańskiego Team Coast, które z jego pomocą dostało się do NA LCS. Niestety ze względu na słabe wyniki drużyny Matthew został odsunięty od gry w głównym składzie i zasilił szeregi Final Five. Była to drużyna powiązana z Team Coast, ale służyła jako akademia i z tego też powodu brała udział w rozgrywkach Challenger Series, a nie LCS. Po nieudanym splicie Impaler rozpoczął swoją długą drogę po najróżniejszych europejskich drużynach, od brytyjskiego Ex Nihilo przez Fnatic Academy, aż po Huma. Po czterech latach spędzonych jako gracz, Impaler otrzymał ofertę, której nikt by się nie spodziewał. W maju 2017 roku został on trenerem tajlandzkiej drużyny Sea Serpents, z którą jest zakontraktowany do dziś. Dla niektórych ciekawym może okazać się, że prowadzącym Sea Serpents jest były gracz G2 — Kim „Emperor” Jin-hyun. Mimo że wiele osób może nie mieć dokładnej wiedzy na temat tej ligi, to na MŚ 2015 startowała drużyna reprezentująca właśnie ten region, a była nią Bangkok Titans

Impaler

Poprzedni split wyglądał dla Impalera i jego podopiecznych bardzo obiecująco, bo nie tylko rozpoczęli regularny split wygraną, ale zakończyli go na drugim miejscu z balansem 12 zwycięstw i 2 porażek. Tak dobry wynik pozwolił Sea Serpents na rozpoczęcie baraży od drugiego etapu, gdzie spotkali się z Ascension Gaming. Mimo że przeciwnik wychodził z trzeciego miejsca, to bilans gier rozegranych pomiędzy dwoma organizacjami wynosił jeden do jednego. Pierwsza gra, mimo że rozpoczęła się powoli, to pokazywała przekonującą przewagę Sea Serpents, którzy, po niewielkich problemach, zniszczyli przeciwny Nexus w trzydziestej minucie. Niestety w następnych dwóch grach, mimo że momentami wydawało się, że drużyna Impalera miała szansę, to przeciwnicy szybko rozwiali wątpliwości, doprowadzając do wyniku 2-1. Gdy zbliżała się czwarta gra, na twarzach AG było widać uśmiechy i pewność siebie, dyskutowali przed grą. Natomiast w pokoju Sea Serpents mówił jedynie Matthew i jego pomocnik, ale nawet oni wydawali się tracić pewność siebie. Gra rozpoczęła się tragicznie, bo od przegranej walki na górnej alei. W pewien sposób brak wiary coraz mocniej się ujawniał. Już w dziesiątej minucie gra wydawała się przegrana, ale w pewnym momencie, dzięki dobrej grze strategicznej Sea Serpents, udało się zdobyć pierwszą wieżę. Od tego momentu gra nabrała tempa, którego nie miała żadna z poprzednich w tej serii. Struktury i neutralne potwory upadały na korzyść obydwu zespołów w zaskakującym tempie. W pewnym momencie AG zdecydowało się na podjęcie walki o Herolda. W drużynie Anglika nastąpiła jednak niepotrzebna, a nawet niechciana chwila zawahania, która doprowadziła do braku koordynacji w zespole i przegrania walki, która przesądziła o losach gry. Impaler wraz z drużyną przegrał z wynikiem 1-3, tym samym kończąc split jedynie na trzecim miejscu. 

Mimo że utalentowani gracze i ludzie, którzy przyczyniają się do ich sukcesu, czasami znikają z wielkich scen, warto pamiętać, że najprawdopodobniej w dalszym ciągu są w społeczności League of Legends. Czasami tak jak Deilor i YellOwStaR wracają do ojczyzny, a innym razem jak SELFIE czy Impaler, potrzebują czasu na odnalezienie swojego miejsca. Historie najczęściej nie kończą się z opuszczeniem sceny LCS.