Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Ostatnia prosta wiosennego splitu EU LCS - cz. 1

Ostatni tydzień EU LCS to idealny moment na podsumowania i przyjrzenie się, jak radziły sobie europejskie zespoły w ostatnich tygodniach.

Przed nami już tylko jeden weekend rozgrywek EU LCS, a my wciąż nie mamy jeszcze pewności, kto znajdzie się w playoffach. Po ośmiu tygodniach niezwykle emocjonującej gry i jednym z najbardziej wyrównanych splitów w historii, żadna drużyna nie jest jeszcze wyeliminowana z walki o fazę pucharową. To też dobry moment na pierwsze podsumowania. Sprawdźmy jak, póki co, radziły sobie drużyny w EU LCS i porównajmy to do oczekiwań, jakie względem nich mieliśmy. Jest to część pierwsza, w której skupiam się na dolnej połowie tabeli. Część druga pojawi się w najbliższych dniach.

9. Unicorns of Love

Unicorns of Love

Jedna z najbardziej charakterystycznych drużyn w Europie, która jednocześnie nigdy nie osiągnęła nic znaczącego na profesjonalnej scenie. Owszem, UOL było w finale EU LCS, całkiem dobrze poradziło sobie na IEM w San Jose i wzięło udział we wszystkich playoffach od czasu dołączenia do ligi. Nie dali jednak rady ani razu wygrać ligi ani awansować na Mistrzostwa Świata. Dlatego zanim jeszcze formacja ogłosiła swój skład, wielu oczekiwało, że być może w tym roku nowo zbudowana drużyna będzie robić wrażenie i w końcu doprowadzi Unicorns of Love do wielkości. Kiedy jednak zawodnicy drużyny zostali ogłoszeni, większość fanów przyjęła nowy skład dość chłodno. W związku z tym oczekiwania też nie były duże. UOL stawiane było zazwyczaj na granicy wejścia do playoffów.

Początek splitu w wykonaniu drużyny był fatalny. Z pierwszych dziewięciu gier splitu, drużyna wygrałą zaledwie jedną. Co jednak ciekawe, zespół nie grał wtedy całkiem źle. Deficio nazwał wtedy Unicorns of Love najlepszą drużyną z wynikiem 1-8, jaka była kiedykolwiek w Europie. Skoro jednak formacja wygrywała tak mało, to coś w niej musiało nie działać. Dużo problemów wynika z indywidualnych błędów zawodników. Whiteknightowi zdarzało się grać słabo jak na swoje możliwości. Zbyt agresywne wychodzenie na linii czy nie do końca dobre rozumienie mapy zostały jednak przez niego dość szybko wyeliminowane.

Exileh

Również Exileh, mimo swojego doświadczenia, często grał jak debiutant. Przede wszystkim miał ogromny problem z champion poolem, czyli postaciami, po jakie był w stanie sięgać i skutecznie wykorzystywać. Azir czy Corki nie są jego silnymi bohaterami i było to widać. Natomiast lubiani przed niego Viktor czy Vladimir średnio wpasowują się w aktualną profesjonalną metę, więc nie mógł po nich sięgać. Postaci nie były jednak jego największym problemem. Exileh wydawał się gorzej czytać to, co dzieje się na mapie. Dawał się łapać będąc zbyt wysunięty na linii lub rozpoczynał walki na linii, kiedy przeciwny dżungler był w okolicy. Miał przez to dość słabe początki gier i nie prowadził swojej drużyny, kiedy ona tego potrzebowała.

W drugiej połowie splitu Unicorns of Love zaczęło jednak nagle grać dużo lepiej i wygrało aż pięć gier pod rząd. Co stało się, że nagle pojawiła się taka zmiana? UOL nie było od początku słabą drużyną, jednak błędy pojedynczych graczy powodowały kolejne przegrane. Wyeliminowanie ich od razu podniosło poziom gry całego zespołu. Dodatkowo jeden z najlepszych splitów w swoim życiu rozgrywa Kold (dawniej znany jako Thrashy). Dżungler jest jednym z najlepiej grających we wczesnej fazie gry. Do tego jest jednym z niewielu leśników, który potrafi w aktualnej mecie prowadzić swoją drużynę do zwycięstwa na tej pozycji. Jeśli reszta drużyny nie będzie mu tego utrudniała w ostatnich dwóch meczach, to UOL ma jeszcze szansę na playoffy.

Szansa na playoffy - Unicorns of Love jest na dziewiątym miejscu, ale znajduje się jedną wygraną za drużynami na pozycji piątej. Aby awansować, musi liczyć jednak przede wszystkim na siebie. Jeśli nie wygra obu gier, to jej szanse na awans będą praktycznie zerowe. Oznacza to, że musi pokonać G2 Esports oraz Misfits i liczyć na korzystne wyniki w spotkaniach innych drużyn.

9. H2K

H2K

Po tym, jak półfinaliści Mistrzostw Świata 2016 roku pozbyli się na początku tego sezonu swoich zawodników i zakontraktowali skład skupiony na nowicjuszach oraz graczach średniego poziomu, mało kto spodziewał się po tej formacji fajerwerków. W drużynie nie było nikogo, kto mógłby poprowadzić ją do zwycięstwa i wziąć na swoje barki ciężar gry, kiedy wszystko inne zawiedzie. Można było mieć nadzieję, że Caedrel, który wcześniej grał w Challenger Series, okaże się nowym Perkzem, ale raczej mało kto w to wierzył. Do najwyższego poziomu po przerwie od gry mógł też wrócić Santorin, jednak także było to mało prawdopodobne. Dlatego od kiedy drużyna ogłosiła swój skład, raczej mało kto miał względem niej duże oczekiwania.

H2K zaczęło jednak split z przytupem i już w pierwszym tygodniu wygrało z Fnatic. Dość szybko się okazało, że nie było to zbyt miarodajne zwycięstwo. Do końca trzeciego tygodnia drużyna nie wygrała żadnego innego spotkania. Wtedy postanowiono wprowadzić do formacji zmiany. Najpierw z drużyny musiał odejść Santorin. Na jego miejsce ze środkowej alei został przeniesiony Caedrel, natomiast na midzie pojawił się Polak — Marcin “Selfie” Wolski. Jednak kolejne dwie porażki w tygodniu czwartym doprowadziły do następnej zmiany — w dżungli pojawił się doświadczony leśnik Shook. H2K zaczęło wygrywać pojedyncze gry, a dla formacji pojawiła się szansa, że być może wywalczy ona miejsce w playoffach. W ostatnim tygodniu H2k zmierzy się z bezpośrednimi rywalami w walce o szóste miejsce, czyli Schalke i Roccat. Wygrana w obu spotkaniach powinna zapewnić drużynie awans lub chociaż tiebreak o miejsce w fazie pucharowej.

Santorin

Analizę tego, co nie działa w H2K, trzeba podzielić na dwie części i osobno przyjrzeć się składowi przed, jak i po zmianach. Na początku splitu głównym problemem drużyny była całkowita bierność. Gracze rozgrywają linie defensywnie, rzadko ryzykowali, by zdobyć zabójstwa. Santorin był natomiast najmniej agresywnym dżunglerem w Europie, który większość czasu spędzał w swoim lesie. Caedrel też rzadko schodził ze środkowej alei, by pomóc innym zawodnikom. Przez to zespół wyglądał często jakby nie chciał wygrać i po prostu oddawał całą mapę przeciwnikom. Wtedy praktycznie jedynym dobrym punktem drużyny był SmittyJ, który czołowym zawodnikiem górnej alei nie jest, ale przynajmniej próbował czasem bardziej agresywnych zagrań.

Kiedy jednak pojawiły się zmiany w składzie, gra całej drużyny zmieniła się całkowicie. Shook wniósł do H2K agresję i proaktywność stara się on znaleźć okazje do udanych ganków i zdobyć przewagę dla swojego zespołu. Dobrze współpracuje także z Selfiem, z którym szybko wypracował solidną synergię. We dwójkę roamują po mapie i napędzają wczesną fazę gry swojej drużyny. Dołączenie tej dwójki w pewien sposób “odblokowało” też Sheriffa. Strzelec drużyny gra pewniej i lepiej spisuje się w walkach drużynowych niż na początku sezonu. Wyraźnie skorzystał na doświadczeniu, jakie wnieśli doświadczeni już zawodnicy. Zaczął bardzo dobrze rozgrywać walki drużynowe w późnej fazie gry, gdzie jego dobre pozycjonowanie pozwala mu zadawać duże ilości obrażeń. Nawet Freeze, który osobiście zna strzelca, w piątkowym Post Game Lobby powiedział, że po dojściu weteranów do składu Sheriff wyraźnie odżył, stał się bardziej pewny siebie. Jeśli utrzyma tak wysoki poziom gry także w ostatnim tygodniu, H2K będzie miało szanse na miejsce w fazie playoff.

Szansa na playoffy — H2K jest na dziewiątym miejscu, ale znajduje się jedną wygraną za drużynami na pozycji piątej. Aby awansować, musi wygrać pozostałe gry. Oznacza to konieczność wygrania z FC Schalke 04 oraz Roccat.

5. FC Schalke 04

FC Schalke 04

Wyniki, jakie osiągnęła e-sportowa dywizja sportowego niemieckiego giganta są największym zawodem wiosennego splitu. Po powrocie do EU LCS Schalke przebudowało skład wokół utalentowanego Upseta i ściągnęło do siebie gwiazdy, jakimi niewątpliwie są Vizicsacsi i Nukeduck. Wielu analityków stawiało Schalke jako murowanych kandydatów do miejsca w playoffach, a także potencjalnych pretendentów do walki nawet o czołową trójkę w Europie. Sami trenerzy formacji mówili, że będzie ona w stanie walczyć o najwyższe pozycje w tabeli.

Ich początek sezonu nie był jednak najlepszy. Najpierw choroba Upseta zmusiła drużynę do grania z zawodnikiem rezerwowym. Potem młody strzelec nawet jak już wrócił do gry, wciąż nie czuł się najlepiej. Schalke wygrywało pojedyncze mecze, jednak wszyscy spodziewali się, że nadejdzie moment, kiedy potencjał drużyny i umiejętności mechaniczne jej zawodników w końcu poprowadzą formacją na właściwe tory. Nawet kiedy drużyna przegrywała kolejne gry, Deficio wciąż był pewny, że Schalke dostanie się do playoffów. Tygodnie jednak mijały, a gra drużyny ani trochę się nie poprawiała, a razem ze słabymi występami drużyny znikały nadzieje co do zespołu i wiara w możliwości jego zawodników. Schalke ma wciąż jednak jeszcze szansę na uratowanie splitu i wejście do fazy pucharowej. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że zespół zakończył tydzień z dwoma zwycięstwami. Jeśli wygra przynajmniej jeden z dwóch pozostałych meczy, ma duże szanse na przynajmniej szóste miejsce.

Przed początkiem splitu myślałem, że drużyna ma wszystko, co potrzebne, by odnieść sukces. Połączenie wciąż żądnych zwycięstw europejskich gwiazd z posiadającymi dużo potencjału nowicjuszami. Solidni zawodnicy na każdej linii. Agresywny leśnik, który w swoim dobry dniu potrafi zdominować grę. Mimo tego Schalke zawiodło. Zespół predestynowany do czołówki może skończyć zdecydowanie poniżej oczekiwań i przewidywań.

FC Schalke 04

Co nie zadziałało w FC Schalkę 04? Kilka czynników. Przede wszystkim zawodnicy popełniają dużą liczbę indywidualnych błędów. Przoduje w tym przede wszystkim młody strzelec drużyny — Upset. Dość często decyduje się on na zbyt agresywne zagrania, które prowadzą do porażki. Z drugiej jednak strony potrafi on zaprezentować się ze świetnej strony, jak w spotkaniu z Misfits w szóstym tygodniu, kiedy w późnej fazie gry w walkach drużynowych wywalczył zwycięstwo dla Schalke. Problem moim zdaniem nie leży w niskim poziomie jego gry, tylko presji, jaką młody zawodnik czuje na sobie. Wielokrotnie nazywany był jednym z najlepszych strzelców spoza LCS w Europie, namaszczany wręcz na “nowego Zvena”. Czując taki ciężar na swoich barkach, Upset może stara się aż za bardzo, by prowadzić swoją drużynę do zwycięstwo, co często obraca się przeciw niemu.

Dużym problemem jest też gra drużyny na mapie. Pride jest mało widoczny w dżungli, a linie grają dość defensywnie. Sprawia to, że już we wczesnej fazie gry Schalke oddaje mapę swoim przeciwnikom i pozwala im ją dowolnie rozgrywać. Sami grają bardzo reaktywnie — czekają jedynie na ruchy przeciwników. Sprawia to, że drużyna szybko oddaje zabójstwa i wieże, nie będąc w stanie skutecznie odpowiadać na zagrania przeciwników. W środkowej i późnej fazie gry natomiast nie są w stanie odrobić strat, o ile jeden z zawodników nie wespnie się chwilowo na szczyt swoich możliwości i nie uratuje spotkania dla swojej drużyny.

Szansa na playoffy — FC Schalke 04 znajduje się aktualnie na piątym miejscu, ale wciąż potrzebuje wygranych aby wyprzedzić zespoły w takim samym bilansem gier i wejść do fazy pucharowej. W ostatnim tygodniu formacja spotka się z Roccatem i Fnatic. Wygrana co najmniej jednej z tych gier powinna pozwolić Schalke awansować lub co najmniej zapewnić zespołowi udział w tiebreaku

5. Giants

Giants

Mało kto oczekiwał dużo od składu Giants. Po tym, jak na korzyść Vitality formacja straciła czterech graczy, złożyła skład, który wydawał się być zbudowany z “tego, co zostało”. Posiadają zawodników, którzy mają potencjał, jednak nigdy nie byli uważani za gwiazdy. Zazwyczaj typowano ich na kandydatów na 6-7. miejsce. Mieli dość talentu w swoich zawodnikach, by mieć szansę na miejsca w playoffach. Jednak brak synergii między graczami, a także kogoś, kto umiejętnościami indywidualnymi mógłby ciągnąć resztę składu, nie pozwalał przewidywać, by mogli walczyć o czołowe miejsca. Z czasem okazało się, że właśnie tak wygląda gra Giants. Są oni w stanie walczyć jak równy z równy z wszystkimi innymi zespołami z EU LCS, jednak brakuje im umiejętności indywidualnych, a także zrozumienia jak rozgrywać mapę, żeby móc być na szczycie tabeli. Dlatego zespół cały czas znajduje się w okolicach szóstego miejsca, które zapewnia playoffy, ale do ostatniego dnia nie będziemy pewni, czy znajdą się w fazie pucharowej.

Kiedy Giants wygrywa, to jest to głównie zasługą świetnej dyspozycji dnia jednego lub więcej zawodników. Zespół często ma problemy z dobrym rozgrywaniem mapy i boi się podejmować ryzykownych decyzji. Często też nie wie, jak wykorzystać zdobytą przewagę, czego przykład mogliśmy zobaczyć w spotkaniu z G2 w siódmym tygodniu. Jednak zdarza się, że jeden z graczy w drużynie już na linii zdobędzie przewagę i wykorzysta ją do zdobywania zabójstw i prowadzenia reszty swojego zespołu. Ten sam gracz jednak już w innym spotkaniu potrafi spisywać się bardzo słabo i oddawać zabójstwo na linii. Dobrym przykładem tego jest Ruin. Przez dużą część pierwszej połowy splitu był najjaśniejszym punktem Giants, kiedy był w stanie zdobywać zabójstwa w pojedynkach na górnej alei, skutecznie uciekać przed gankami przeciwnych dżunglerów i dobrze rozgrywać walki drużynowe. Potem jednak Ruin zaczął sam często umierać samotnie na górnej alei, a jego wpływ na grę ogromnie zmalał.

Dlatego właśnie gry Giants są jednymi z najtrudniejszych drużyn do przewidzenia. Zespół potrafi jednego dnia wygrać z Vitality, by już następnego przegrać z H2k. Trudno jednoznacznie określić, co jest tego przyczyną. Drafty drużyny stoją na przyzwoitym poziomie. Gracze wydają się skutecznie ze sobą współpracować. Czasem jednak gubią się i ich gra jest dużo gorsza niż normalnie. Być może są to problemy ze stresem i presją, być może bardzo niestabilna forma. Jeśli zespół chce awansować do fazy pucharowej, to musi znaleźć źródło swoich problemów i spróbować pozbyć się go przed ostatnim tygodniem.

Szansa na playoffy — Giants ma taki sam bilans gier, co pozostałe drużyny na piątym miejscu, jednak ma przed sobą gry z najtrudniejszymi przeciwnikami. Przed drużyną spotkania z Fnatic i Splyce. Oznacza to, że prawdopodobnie mają najmniejsze szanse na awans, do którego będą potrzebowali co najmniej jednego zwycięstwa.

5. Misfits

Maxlore

Drużyna, która ledwo zadebiutowała w EU LCS, a już awansowała na Mistrzostwa Świata, gdzie pogrzebała marzenia TSM-u i zmusiła SKT do rozegrania aż pięciu map. Po takich dokonaniach oczekiwania względem Misfits były ogromne. Owszem, zmienionych zostało aż dwóch zawodników, jednak Sencux i Mikyx, którzy doszli do drużyny, wydawali się mieć potencjał, aby dorównać swoim poprzednikom. Formacja w przewidywaniach często stawiana była w okolicach czołowej trójki. Początkowe tygodnie wiosennej rundy rozgrywek wyglądały, jakby zespół dał radę szybko wypracować zgranie z nowymi graczami i mógł dorównać poprzedniemu składowi. Przez pierwsze trzy tygodnie wygrał cztery spotkania, co dobrze wróżyło na resztę splitu. Potem jednak wszystko zaczęło się sypać. Misfits przegrało trzy gry pod rząd, a następne tygodnie zazwyczaj kończyło z pojedynczą wygraną i przegraną. Aktualnie drużyna nie ma nawet pewności udziału w playoffach i dopiero ostatni tydzień zadecyduje, czy ćwierćfinaliści Mistrzostw Świata znajdą się w fazie pucharowej wiosennego splitu. Jeśli im się nie uda, to będzie to ogromny zawód dla fanów formacji.

Dużym problemem drużyny często wydają się drafty i ich egzekucja. Kiedy formacja buduje kompozycję pod wczesną fazę gry, to nawet jeśli zdobędzie szybko potrzebną przewagę, nie potrafi jej wykorzystać, by skończyć grę, zanim przeciwnicy kupią potrzebne przedmioty. Kiedy sięgają po postaci skupione na walkach drużynowych w późnej fazie gry, to zazwyczaj przegrywają już na samym początku. Wydaje się, że drużyna nie do końca jest w stanie wykorzystać silne strony budowanych przez siebie kompozycji. Być może jest to problem z prowadzeniem drużyny w trakcie, być może z komunikacją potrzebną do przeżycia, kiedy posiadają postaci nastawione na późną fazę gry. Dodatkowo często podejmują walki, których nie powinni, tak jakby za wszelką cenę chcieli coś osiągnąć na mapie, a zazwyczaj jedynie przez to tracą.

Sencux

Problemem wydają się także nowi gracze Misftis. Sencux i Mikyx nie są w stanie całkowicie dorównać swoim poprzednikom. Midlanerowi brakuje agresji, szalonych buildów i postaci, a także umiejętności, by pociągnąć swoją drużynę w kluczowych momentach, które miał PowerOfEvil. Sencux dodatkowo dużo gorzej radzi sobie mechanicznie i aktualnie jest postrzegany jako jeden ze słabszych zawodników środkowej alei. Farmi najsłabiej ze wszystkich zawodników środkowej alei w Europie, a także zadaje prawie najmniejszą ilość obrażeń w porównaniu do reszty stawki. Najlepiej spisuje się na bardzo defensywnych postaciach jak Galio, ale nie radzi sobie jeśli zespół potrzebuje go do prowadzenia gry. Sytuacja Mikyxa wygląda lepiej. Nie jest na poziomie IgNara z okresu Mistrzostw Świata, ale spisuje się wystarczająco dobrze, by uznać go za przyzwoitą zmianę. Również lubi grać agresywnie.

Szansa na playoffy — Misfits podobnie jak pozostałe drużyny na piątym miejscu, potrzebuje co najmniej jednego zwycięstwa. W ostatnim tygodniu zespół będzie grał z bezpośrednimi konkurentami do awansu, czuli Roccatem i Unicorns of Love.

Tutaj kończy się pierwsza część analizy zespołów w EU LCS. Zapraszamy także do części drugiej, która pojawi się na stronie w ciągu najbliższych dni.