Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Przygody Polaków w LEC

Wśród drużyn LEC Polacy stanowią jedną z największych grup aktywnie grających zawodników. Przyjrzyjmy się ich dyspozycji.

Od początku europejskiej ligi polscy zawodnicy zawsze byli obecni w jej czołowych drużynach. Ksywki takie jak Shushei, Jankos, Kikis na dobre utrwaliły się w świadomości fanów profesjonalnych rozgrywek w League of Legends.

Aktualny split także jest całkiem dobry dla Polaków. W drużynach LEC zagrało już w trakcie jego trwania siedmiu zawodników. Jeśli policzymy jednak wszystkich zakontraktowanych zawodników z naszego kraju, to jest ich aż trzynastu. W związku z trwającą aktualnie przerwą w rozgrywkach ligi, warto przyjrzeć się temu, jak sobie radzą.

Mystiques

Mystiques

Wspierający Excel póki co zagrał najmniejszą liczbę gier ze wszystkich polskich zawodników, ponieważ dopiero niedawno razem z Jesklą weszli na miejsca Hjarnana i Kasinga. Po dwóch grach trudno jednoznacznie ocenić jego dyspozycję. W meczu przeciwko Vitality jego Taric był praktycznie niewidoczny i nie miał wpływu na grę. Jednak w spotkaniu z Fnatic jego Lux i trafione przez niego Związania Światłem (Q) były kluczowe do zdobycia przez Excel przewagi na dolnej alei we wczesnej fazie gry. Niestety nie wystarczyło to do wygranej, a drużyna (w tym młody strzelec Jeskla) popełniła kilka poważnych błędów w późnej fazie gry i przegrała spotkanie.

Póki co Mystiques zagrał zbyt małą ilość spotkań, by ocenić jego formę. Nie wiadomo nawet, czy będzie miał jeszcze szansę pozostać w składzie, bo to Hjarnan i Kasing byli w założeniu częścią głównego składu. Warto jednak zauważyć, że Excel w spotkaniu z Fnatic zagrało dużo lepiej, niż we wcześniejszych tygodniach i być może właśnie nowi zawodnicy mieli na to wpływ. Prawdopodobnie dowiemy się tego w nadchodzących tygodniach.

Selfmade

Selfmade

Zdobywca nagrody dla najlepszego debiutanta wiosennego splitu zalicza póki co dość średni początek letniej rundy. Wiosną polski dżungler był najsilniejszym ogniwem SK Gaming, które wygrywało głównie wtedy, gdy Selfmade dominował przeciwników. Grał niezwykle agresywnie, często invade’ował i znajdował zabójstwa na liniach. Aktualnie to głównie toplaner zespołu – Sacre – błyszczy w drużynie. Nowy zawodnik formacji regularnie zalicza silne występy na linii. Selfmade przejął bardziej rolę wsparcia dla nowego gracza górnej alei. Dodatkowo Polak aktualnie często jest inicjatorem drużyny. Postaciami jak Skarner, Sejuani czy nawet Vi rozpoczyna dla swojej drużyny walki drużynowe. Jego zdecydowanie mniej agresywną grę widać także w ciekawej statystyce – w porównaniu do innych leśników, robi procentowo najmniejsze obrażenia spośród zawodników swojego zespołu. Zaledwie 10% obrażeń w SK pochodzi od Selfmade, kiedy dla porównania Broxah robi ich ponad 16%, a grający tylko 3 gry Kirei wykręcił aż prawie 19% obrażeń Misfits.

Przynosi to jednak póki co całkiem przyzwoite wyniki – SK znajduje się w środku tabeli, a dwie z trzech przegranych drużyny był przeciwko zespołom z czołówki Europy, czyli G2 i Fnatic. Sama formacja wygląda jak silny kandydat do zajęcia miejsca w play-offach. Jeśli duo Selfmade-Sacre będzie dalej dominować drużyny środka i spodu tabeli, to SK Gaming powinno tak jak w wiosennym splicie zająć miejsce w czołowej szóstce LEC.

Jactroll

Jactroll

Drugi z polskich wspierających zaliczył najgorszy start splitu ze wszystkich Polaków obecnych w tym zestawieniu. Jactroll, tak jak zresztą całe Vitality, całkowicie pogubił się w pierwszych dwóch tygodniach splitu, przegrywając cztery spotkania. Razem z Attilą bardzo słabo rozgrywają linię, a najlepszym przykładem była śmierć strzelca 2vs2 na pierwszym poziomie w spotkaniu z Rogue. Jactroll regularnie rozpoczyna walki w momentach i miejscach, w których jego drużyna nie powinna się być (aczkolwiek w tym przypadku inicjacja może być decyzją drużyny, a nie samego Polaka). Posiada on aktualnie największą średnią liczbę śmierci na spotkanie spośród wspierających, którzy rozegrali wszystkie sześć gier w splicie.

Sytuacja Polaka jak i całego Vitality poprawiła się w ostatnim tygodniu, kiedy formacja wygrała dwa spotkania. Zagrania Jactrolla wciąż czasem były zbyt agresywne, jednak jego gra Nautilusem była już całkiem przyzwoita. Jeśli poprawi on jeszcze powtarzające się błędy, to razem ze swoją drużyną być może da radę powrócić do walki o play-offy.

Woolite i Vander

Vander i Woolite

Dolną aleję Rogue warto omówić razem, ponieważ zgranie to najsilniejsza cecha polskiego duo. Dwójka Polaków przez ostatnie kilka lat parokrotnie ze sobą już grała i widać, że dzięki temu dobrze rozumieją się na Summoner’s Rift. Bardzo dobrze ilustrował to moment we wspomnianym już spotkaniu z Vitality, kiedy zabili Attilę na samym początku fazy linii, jeszcze na pierwszym poziomie. Później w tej samej grze genialnie połączyli jeszcze teleport Sony i Kosmiczną Poświatę (R) Tarica, co uratowało Profita na górnej alei.

Wciąż jednak obaj mają problemy, które wytyka im się zresztą od dawna. Głównym i powtarzającym się błędem Woolite’a jest zbyt agresywna i bezmyślna gra. Polski strzelec często lekceważy możliwości przeciwników i wychodzi na pierwszą linię, by zadać jak największe obrażenia. Czasem to pomaga drużynie, jednak częściej doprowadza do jego niepotrzebnej śmierci. Widać to nawet w statystykach – posiada on największą średnią liczbę śmierci na grę spośród wszystkich strzelców, którzy zagrali sześć gier w tym splicie. Mimo ciągłych prób agresywnej gry, posiada on najmniejsze średnie obrażenia ze wszystkich strzelców ligi. Wszystko to sprawia, że Woolite wciąż jest postrzegany jako zawodnik, któremu brakuje czasem rozwagi w swojej grze. Vander natomiast jest solidnym, ale przeciętnym zawodnikiem, który od kilku lat utrzymuje ten sam poziom. Jest wspierającym, który pewnie gra na linii i dobrze inicjuje walki drużynowe, ale nie jest typem supporta, który poprowadzi swój zespół do wygranej, tak jak np. Pykiem robi to Hylissang czy Mikyx.

Dlatego polskie duo Rogue radzi sobie nie najgorzej, ale trudno powiedzieć, by póki co był to dla nich udany split. Wciąż jeszcze dużo przed nimi i może formacja da radę powalczyć o play-offy.

Inspired

Inspired

W Rogue znajduje się jeszcze jeden Polak. Dżungler formacji w swoim pierwszym splicie w LEC jest póki co całkowicie niewidoczny. Gra bardzo pasywnie, co między innymi widać w najmniejszej średniej liczbie zadanych na minutę obrażeń ze wszystkich leśników europejskiej ligi. Inspired nie pokazał póki co nic wyjątkowego, ale jednocześnie nie sposób wskazać go jako powód, przez który przegrywa Rogue. Sięga głównie po postaci do inicjacji teamfightów lub agresywnych championów do gankowania i invade’owania, jednak to tymi pierwszymi spisuje się zdecydowanie lepiej. Warto jednak zauważyć, że Inspired rozegrał dopiero sześć gier na profesjonalnej scenie LEC i być może z czasem nabierze pewności siebie i zacznie grać agresywnie oraz aktywnie.

Jankos

Jankos

Na końcu warto przyjrzeć się najsilniejszemu i najbardziej utytułowanemu polskiemu zawodnikowi. Jankos to świeżo upieczony zwycięzca Mid-Season Invitational, który w letnim splicie będzie bronił też tytułu mistrzowskiego LEC. Razem z G2 póki co dominuje on w Europie i zaliczył tylko jedno potknięcie, jakim była porażka z Fnatic. Polak jest bardzo aktywnym i agresywnym graczem. Zawsze szuka okazji do walki – albo z przeciwnym dżunglerem albo gankuje na liniach. Jego świetną grę widać w statystykach, w których prowadzi w wielu kategoriach. Posiada największą średnią liczbę asyst na grę ze wszystkich leśników, co pokazuje, że zapewnia swojej drużynie dużą liczbę zabójstw. Jednocześnie posiada największą liczbę zabitych stworów na minutę, co pokazuje, że poza walkami znajduje jeszcze dużo czasu na farmienie. Do tego najwyższe średnia liczba punktów za wizję i zadanych obrażeń na minutę. To wszystko pokazuje, jak wszechstronnym i uzdolnionym zawodnikiem jest Jankos.

Trudno aktualnie nawet wskazać problem w grze Jankosa. Polak wydaje się idealnie pasować do szalonego stylu gry G2. Jest on też jednym z głównych polskich kandydatów do miejsca na Mistrzostwach Świata. W tym momencie formacja musiałaby się całkowicie załamać, żeby nie zabezpieczyć dla siebie wyjazdu (w tym roku niezbyt odległego) na najważniejszą imprezę sezonu.