Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Legenda Fnatic wciąż w grze

Sposób w jaki gracze Fnatic rozgrywają kolejne rozgrywki sprawia, że to jeden z najlepszych do oglądania zespołów na świecie. Sprawdźcie jak radzili sobie podczas tegorocznej edycji Mistrzostw w fazie grupowej!

Jeszcze nie tak dawno pisałem o szansach Fnatic oraz o tym w szczególności, że Pomarańczowi lubią sprawiać swoim fanom niezwykłe niespodzianki. Dobrych kilka dni temu powiedziałbym, że jedną z takich niespodzianek będzie odpadnięcie na etapie fazy grupowej, bo oczekiwania były zdecydowanie wyższe. Wtedy też Rekkles i spółka postanowili zrobić coś niesamowitego i po raz kolejny wyprowadzić mnie z błędu.

Żółta kartka

Fnatic at Worlds 2017

Droga europejskiej organizacji do obecnego etapu turnieju była nieco dłuższa, niż większości pozostałych na placu boju pretendentów. Jako zaledwie trzecia drużyna EU LCS przyszło im się mierzyć z przyjezdnymi z całego świata jeszcze na etapie fazy Play-In. To tam rozstrzygały się losy ostatnich obecnych w fazie grupowej. Inaczej niż w przypadku reprezentantów amerykańskiej oraz chińskiej ligi, Fnatic straciło wtedy punkt w walce z wietnamskim Young Generation. I chociaż na zwiastowanie porażki było jeszcze zdecydowanie za wcześnie, w głowach fanów jednej z najbardziej utytułowanych drużyn z Europy zapaliły się czerwone lampki. Nikt bowiem nie miał chyba wątpliwości, że w kontekście umiejętności składów tej fazy, Fnatic powinno swą konkurencję zjadać w całości i za jednym zamachem. Wtedy już jednak na tapetę wróciły demony przeszłości. Przypomniały o sobie presja oraz problemy wewnątrz drużyny, z którymi Fnatic musiało radzić sobie już od kilku splitów. Nic jednak chyba nie mogło odpowiednio przygotować fanów europejskiego e-sportu na to, co wydarzyło się podczas pierwszego tygodnia w grupie B.

Pranie brudów

Pierwszy cios Pomarańczowi otrzymali już podczas inauguracyjnego dnia fazy grupowej. Wystawieni przeciwko GIGABYTE Marines stosunkowo długo sprawiali wrażenie drużyny, która może powalczyć o zwycięstwo, lecz szanse te szybko obróciły się w pył. Statystyki zabójstw, którymi nie odstawali od swoich oponentów, sprawiały wrażenie wyrównanego spotkania. Cały mecz nie potrwał jednak więcej niż 25 minut, a azjatyckie objawienie tegorocznego MSI zainkasowało na swoim koncie pierwsze punkty. Porażki z takimi przeciwnikami graczom Fnatic nie mogły się jednak zdarzać, jeżeli mieli w planach awans do kolejnej fazy turnieju. Tym bardziej bolesne było oglądanie tego zagrania utalentowanego Rekklesa:

Trudno powiedzieć, czy górę wzięła frustracja i złość, czy to po prostu aż tak zły osąd tej sytuacji. W środowisku widzów szybko podniosły się głosy o tym, że młody Szwed jest po prostu stiltowany. Choć gra z Immortals była na tamtym etapie jeszcze do wygrania, być może sami gracze oczekiwali znacznie łatwiejszej przeprawy przez zaledwie drugą drużynę ze Stanów. Regionu, z którym historycznie od zawsze rywalizowali o prym w zachodnim światku e-sportu. Trudno nie uciec przeczuciu, że to zagranie Rekklesa zaprzepaściło szanse Fnatic na wygranie tej gry, a mało co mogłoby prawdopodobnie podkopać morale zespołu tak mocno, jak niekompetentna gra jednego z jej filarów.

sOAZ at Worlds 2017

Po przegranej z Immortals, tak w ogóle, ale być może w szczególności ze względu na dotychczasowe wyniki, mało kto liczył, że Pomarańczowi zgarną punkty w starciu z Longzhu. Koreańska potęga jest w tym roku jednym z kandydatów do zgarnięcia głównej nagrody nawet pomimo tego, że rewelacyjne SKT nadal jest w grze. Nie powinien dziwić zatem fakt, że pierwszy zespół LCK wziął tę grę i wziął ją łatwo. Na górnej alei pojawił się Nasus w rękach Khana i nawet tak niepozorny wybór sprawił Fnatic potworne kłopoty. Pray i spółka rozprawili się z graczami z Europy w zaledwie 20 minut bez straty ani jednego zawodnika, a samo zniszczenie Nexusa przyszło im świętować wraz z żywym jeszcze Heroldem. Zwycięzcy zabawili się kosztem swoich oponentów, a gorycz tej porażki dała o sobie znać również poza Riftem.

Niedługo po zakończeniu pierwszego tygodnia zmagań w grupach, na profilach graczy Fnatic na Twitterze zaczęły się pojawiać niepokojące wiadomości. Pierwsze słowa padły z ust gracza wsparcia, czyli Jesiza. Napisał, że jako drużyna zmagają się z wieloma nierozwiązanymi problemami, a marne rezultaty pierwszego tygodnia, czy szczególnie sromotna porażka z Longzhu, była tego efektem. Zaledwie dwie minuty później swoją cegiełkę dołożył sOAZ:

Wpis został uznany za pasywno-agresywny atak na drużynę, chociaż w kontekście jego poprzedniej wiadomości, można się doszukiwać nieco lżejszych i mniej toksycznych intencji. sOAZ nie postanowił jednak sprostować tej sytuacji, trzymając się nadal narracji opartej na zwalaniu na „złą grę drużynową”, a nie na przykład swoje indywidualne błędy, które wielu widzów z radością mu wypomniało. Pierwszy tydzień zmagań Fnatic zakończyło z wynikiem 0 do 3, a przepychanki słowne i wyciągane na Twitterze brudy wcale nie zwiastowały poprawy tej sytuacji.

Jak feniks z popiołów

Rekkles fan at Worlds 2017

Drugi tydzień zmagań w grupach Mistrzostw miał być dla Fnatic piekielnie trudny, ale sami gracze nie tracili nadziei. W mediach społecznościowych wciąż mówiło się o możliwym powrocie do walki o awans i tak też się stało. Pierwsza gra nie należała do najszczęśliwszych starć, bo Europejczykom znów przyszło w udziale walczyć z koreańską potęgą. Tym razem jednak postawili dużo większy opór niż przed tygodniem, co już zwiastowało choćby drobną poprawę w atmosferze wewnątrz drużyny. Trudno było jednak doszukiwać się pozytywnych myśli, gdy po 4 pierwszych meczach na koncie Fnatic widniały całe 4 porażki. Wszystko zmieniło się jednak już w kolejnym spotkaniu, gdy Europa po raz pierwszy odgryzła się zaoceanicznemu rywalowi.

Na pierwszy ogień pod koła rozpędzonej, żądnej zemsty organizacji wpadli gracze Immortals. W całym spotkaniu wyczuwalne było napięcie i strach przed podejmowaniem gwałtownych ruchów. W kontekście zwycięstwa Fnatic absolutnie się to jednak opłaciło. Zachowawcza gra przyniosła upragniony efekt, a zawodnicy cieszyli się po tym triumfie co najmniej tak mocno, jak właśnie mieliby wychodzić z grupy.

Ten przyjemny dla oka obrazek zwiastował nieszczęście dla kolejnego ich rywala, czyli GIGABYTE Marines. Rewanż przeciwko Azjatom wyglądał tak, jak powinna wyglądać każda gra Fnatic z tego typu przeciwnikiem, gdy to Europejczycy stoją na pozycji faworytów. Fnatic stworzyło sobie olbrzymią przewagę na całej mapie, biorąc cel za celem i stopniowo posuwając się dalej w kierunku upragnionego zwycięstwa. Każde potknięcie na tym etapie było jednoznaczne z zakończeniem przygody Pomarańczowych na Mistrzostwach. Reprezentanci EU LCS doskonale zdawali sobie z tego sprawę i nie zamierzali takiego błędu popełnić. Po pierwszych dwóch rewanżach przyszedł czas na ostateczne rozstrzygnięcia. Jedynie Longzhu miało już zapewnione miejsce w fazie play-off, a wszystkie pozostałe drużyny musiały się jeszcze o to zetrzeć między sobą w dogrywce. I o ile pierwsze spotkanie, to z Immortals, przebiegło bardzo spokojnie, wręcz powoli i leniwie, o tyle gracze z EU LCS totalnie pokazali się z zupełnie innej strony w decydującym meczu przeciwko Marines. Bohaterem spotkania, o dziwo, nie został również Rekkles, na którego barkach spoczywała ogromna część odpowiedzialności, ale właśnie sOAZ. Grający wtedy Gnarem Francuz siał prawdziwe spustoszenie w szeregach wroga raz za razem pogłębiając przewagę swojego zespołu nad oponentem.

Tak jak pisaliście nam już w komentarzachFnatic dokonało prawdziwego cudu. Udało im się wyjść z beznadziejnego 0-4. Udało im się pokonać wewnętrzne problemy i stać się prawdziwą drużyną. Jako zdobywcy drugiego miejsca w grupie awansowali również do ćwierćfinałów, gdzie, co już wiadomo, zmierzą się z Royal Never Give Up. Zapowiada się niezwykle ciekawe spotkanie. Tym bardziej, że dolna aleja będzie świadkiem bitwy prawdziwych legend wśród strzelców.

Myślicie, że Fnatic podoła wyzwaniu i zdoła ograć RNG?